Wykorzystywanie seksualne

Wykorzystywanie seksualne. Temat trudny i unikany. Zupełnie niepotrzebnie i niesłusznie, bowiem udawanie, że nie istnieje nie spowoduje, że dzieci będą bezpieczniejsze. Albo, że to na pewno nie przytrafi się naszemu dziecku. Niektórzy powiedzą, że „bez przesady, nie róbmy ze świata seksualnego wariactwa. Przecież to się zdarza niezwykle rzadko. Mam samych zaufanych ludzi wokół siebie, nie podejrzewajmy wszystkich o pedofilię itd. itp.”

pexels-photo-167300

Nasza beztroska w wypuszczaniu naszych dzieci w świat może je jednak dużo kosztować. Nas również… Raporty dotyczące bezpieczeństwa naszych dzieci w tej dziedzinie nie są optymistyczne, w Polsce aż co siódme dziecko pada ofiarą wykorzystania seksualnego przed ukończeniem 15. roku życia, a sprawcami zazwyczaj są osoby dobrze im znane. Straszne? Nie. Potworne! Trochę liczb:

25% kobiet i 8% mężczyzn doświadcza wykorzystania seksualnego w dzieciństwie (WHO 2011)

Największe ryzyko wykorzystania seksualnego dotyczy dzieci w wieku 8 – 12 lat

Sprawa jest klarowna, choć może nie dla wszystkich, że krzywdzące zachowania seksualne to:
* dotykanie genitaliów dziecka w celu doznania seksualnej przyjemności lub z innego powodu niezwiązanego ze sprawowaniem opieki
* zmuszanie dziecka do dotykania genitaliów innej osoby lub do seksualnych „zabaw”
* zmuszanie dziecka do masturbacji
* penetracja z użyciem przedmiotów lub części ciała
* pokazywanie dziecku pornografii
* pokazywanie dziecku swoich genitaliów lub innej osoby
* obnażanie dziecka nie związane z opieką nad nim
* fotografowanie dziecka w seksualnych pozach
* prowadzenie z dzieckiem rozmów o treści erotycznej wykraczających poza edukację seksualną.

Te wszystkie zachowania są w Polsce traktowane jako przestępstwo z art. 200 i 202 Kodeksu karnego.

Kto jest sprawcą wykorzystywania seksualnego?

Każdy może nim być. Ojciec, partner, ojczym, brat, wujek, kuzyn, dziadek, a także kobiety w tym matki. Sprawcy wyławiają swoje ofiary w różny sposób. Jedni poświęcają dziecku dużo uwagi i zasypują prezentami. Inni surowo traktują swoje ofiary i prezentują je w złym świetle po to, by nikt dziecku nie uwierzył jeśli wykorzystywanie seksualne zostanie ujawnione. Uwodzą dzieci w każdy możliwy sposób, na zajęciach, w domu, poprzez Internet, telefon komórkowy. „Wkradają” się w rodziny udając przyjaciół lub wchodząc w związki partnerskie z rodzicem dziecka.

NIGDY NIE ZOSTAWIAJ DZIECKA Z KIMŚ, KTO NIE WZBUDZA TWOJEGO ZAUFANIA!

Sygnały które mogą świadczyć o wykorzystywaniu seksualnym:

  • dziecko unika zostawania sam na sam z którymś członkiem rodziny,
  • przejawia niespodziewany lęk przed jakaś osobą dorosłą albo nie chce się z nią kontaktować
  • próbuje powiedzieć o wykorzystywaniu w sposób pośredni – za pomocą aluzji i wskazówek; może wspomnieć, że ktoś poprosił je do dochowania tajemnicy albo zadawać pytania na temat rozpadu rodziny
  • opisuje zachowania jakiejś osoby dorosłej, wskazujące na to, że osoba ta próbuje uwieść dziecko z zamiarem wykorzystania
  • wydaje się przygnębione i wycofane; skarży się na dolegliwości fizyczne, które nie maja uzasadnienie medycznego
  • ma problemy ze snem
  • przejawia dolegliwości wskazujące na wykorzystywanie – np. ból w okolicy pochwy, odbytu
  • nie chce chodzić do szkoły, na zajęcia, nagle traci zdolność koncentracji uwagi i zaczyna mieć problemy z nauką
  • zaczyna zachowywać się agresywnie
  • przejawia nietypowe zachowania seksualne – publicznie się masturbuje, wykazuje wiedzę seksualną, której się po nim nie spodziewasz

Efektem wykorzystania seksualnego z którym borykają się już dorosłe dzieci może być depresja, zachowania autoagresywne, próby samobójcze, chroniczny lęk, anoreksja, bulimia, zaburzenia snu, niska samoocena, poczucie stygmatyzacji, bezsilności, izolacji, kłopoty w czerpaniu satysfakcji z życia seksualnego.

Seksualność naszych dzieci jest normalna. Tak jak normalne są dla nas różne etapy rozwojowe dziecka i nowe umiejętności. Musimy pamiętać, że ich seksualność też się rozwija.

Od 0 do 3 r. ż. dziecko uczy się wyodrębniać siebie i własne ciało. Dotyka go i sprawdza jak jest zbudowane.

Od 3 do 6 r. ż. pojawiają się pytania dotyczące ciąży, roli rodziców w powstawaniu i urodzeniu dziecka oraz anatomii płciowej, zwłaszcza różnic anatomicznych pomiędzy chłopcami i dziewczynkami, dzieckiem i dorosłym. Powstają pierwsze dziecięce miłości. Eksponują swoją nagość, nie mają poczucia wstydu w tym zakresie. Następuje wzajemne oglądanie i dotykanie przez dzieci intymnych części ciała (zabawy w rodziców, doktora itp.) Zdarza się masturbacja w domu i w miejscach publicznych.

Od 7 do 11 r.ż.  dziecko silnie identyfikuje się z własną płcią. Przyswaja sobie zachowania charakterystyczne dla własnej płci. Zdarzają się zabawy seksualne w ramach jednej płci.

Od 12 do 16 r. ż. pojawiają się pytania dotyczące obyczajów seksualnych, podejmowania decyzji dotyczących związków. Masturbacja odbywa się w miejscach prywatnych, eksperymentowanie z rówieśnikami. Pojawia się podglądactwo i częste zakochania.

Te wszystkie zachowania są NORMALNE!

Warto zwrócić uwagę na niebezpieczne zjawisko jakim jest grooming czyli nawiązywanie szczególnej relacji tworzonej w Internecie pomiędzy dzieckiem, a osobą dorosłą w celu jego wykorzystania seksualnego.

45% młodych internautów w wieku 12-17 lat nakłanianych było w sieci wbrew swojej woli przez obce osoby do rozmowy
68% spośród nich co najmniej raz otrzymało od osoby poznanej w sieci propozycję spotkania
44% wzięło udział w spotkaniu!
TYLKO 23 % dzieci poinformowało rodziców o spotkaniach z osobami poznanymi w sieci. POŁOWA dzieci uczestniczyła w tych spotkaniach w pojedynkę (FDN, GEemius 2006)

Dlaczego pornografię zaliczamy do szkodliwych dla dzieci treści?

  • zaburzają rozwój psychoseksualny dziecka, mogą negatywnie wpłynąć na percepcję własnego ciała, zachęcać do zachowań odbiegających od normy
  • sprawiają, że świat staje się dla dziecka niezrozumiały i zagrażający
  • mogą wywoływać negatywne emocje, stres i nadmierne pobudzenie
  • mogą wpływać na kształtowanie nieprawdziwych przekonań na temat świata.

Szacuje się, że w Internecie znajduje się 4 mln (!) stron z pornografią dziecięcą (ONZ 2009), a ich liczba wzrosła 4 – krotnie od 2004 roku. Jeśli istnieje podejrzenie, że dziecko jest uwodzone przez Internet można taką sprawę zgłosić do Helpline.org.pl, pod nr tel 0 800 100 100 lub e -maila helpline@helpline.org.pl.

Pamiętajmy, że jeśli trafimy w Internecie na materiały pornograficzne z udziałem dzieci mamy obowiązek zgłosić ten fakt do Policji, na Dyżurnet.pl lub Kidprotect.pl

Zrobiło się strasznie? To teraz co możemy zrobić my, dorośli?

Bądźmy dla dziecka przewodnikami w poznawaniu świata seksualności. Udzielajmy dzieciom odpowiedzi na ich pytania, które zadają spontanicznie. To od nas powinno się dowiedzieć czym są intymne części ciała i jak można je nazywać, jakie rodzaje dotyku są odpowiednie, a jakie nie.

Musisz nauczyć dziecko, że jego ciało należy wyłącznie do niego i nikt nie ma prawa dotykać go gdy nie ma na to ochoty (nawet TY!). Nie zmuszaj go do przyjmowania czułości krewnych i swoich. Szanuj jego decyzje, dotyczące kontaktów fizycznych. Twoje zaniedbania w tym temacie będą skutkowały powstaniem przekonania u  dziecka, że dorosły może naruszać jego ciało. Nie zmuszaj do widywania się z kimś z kim nie chce.

Naucz swoje dziecko, że ma prawo odmówić zrobienia czegoś, co wydaje mu się niewłaściwe albo wzbudza w nim lęk. Podkreśl, że powinno bez wahania powiedzieć TOBIE albo jakiejś innej osobie dorosłej o każdym zdarzeniu, które uznało za niebezpieczne lub obudziło jego obawy.

Wyjaśnij dziecku różnice pomiędzy złymi i dobrymi sekretami. Pomóż mu zrozumieć, że dobrze jest zachować w tajemnicy zrobienie niespodzianki, ale nie coś co wzbudza w nim niepokój, smutek, zawstydzenie lub niepewność.

Rozmawiaj z dzieckiem o seksualności. Wykorzystuj spontaniczne sytuacje, odpowiadaj na pytania 3 – latka i 14 – latka. Jeśli nie dowie się wszystkiego od Ciebie, to znajdzie te informacje wśród rówieśników i mass mediach często podanych w wulgarny sposób. Mów mu o miłości, intymności i bliskości, które powinny być związane z tą sferą. Okazujcie sobie z partnerem czułość poprzez przytulanie w obecności dzieci. Niech widzą, że taka bliskość jest normalna.

Powiedz gdzie i do kogo dziecko może się zwrócić w trudnej sytuacji.

JESTEŚ ODPOWIEDZIALNY ZA BEZPIECZEŃSTWO SWOJEGO DZIECKA. CZUWAJ NAD TYM Z JAKIMI DOROSŁYMI TWOJE DZIECKO MA KONTAKT, CZY BEZPIECZNIE SPĘDZA CZAS. ONO MIMO TWOICH STARAŃ MOŻE STAĆ SIĘ BEZBRONNE WOBEC PRZEBIEGŁOŚCI DOROSŁYCH.

Jeśli macie jeszcze jakieś wątpliwości co do wspierania asertywności Waszych dzieci, jeśli nadal się wstydzicie gdy Wasze dziecko sprzeciwia się dorosłemu lub wkurzacie się i staracie się uczynić z niego bezwzględnie posłuszną istotę to mam nadzieję, że po przeczytaniu tego tekstu przestaniecie. Lepiej żebyście reagowali na bieżąco i adekwatnie do sytuacji, gdy Pani/Pan w szkole/przedszkolu zwracają Wam uwagę, że Wasza latorośl nie chce czegoś zrobić niż żebyście mieli wykonujące bezwzględnie wszystko dziecię.

 

Źródło: Poradnik dla rodziców i profesjonalistów Fundacja Dzieci Niczyje

 

Telefon Zaufania dla Dzieci i Młodzieży 116 111 (bezpłatny)
Dziecięcy Telefon Zaufania rzecznika Praw dziecka 0 800 12 12 12 (bezpłatne; mogą też dzwonić dorośli zgłaszający problemy dzieci)
Telefon Zaufania dla Dzieci i Młodzieży 116 111 Fundacji Dzieci Niczyje

 

Reklamy

Spinanie dupki!

Wielkimi krokami zbliża się wrzesień. Czas spinania dupki dla wielu rodziców. Jedni wypuszczają swoje latorośle do żłobków, klubików, inni do przedszkoli i szkół. Ostatnie dni wakacji upływają w lekkim albo narastającym napięciu. Czy mój bąbel da radę? Czy będzie płakał? Jak długo będzie płakał? Jak mu to ułatwić? Jak to zrobić, żeby pomimo pracy nie spędzał w placówce całego dnia. Babcia, dziadek, wujek, ktokolwiek do pomocy??!! Czy znajdzie sobie kolegów? Czy będzie sikał po nogach ze stresu? Czy będzie jadł? Czy…? Czy…? Zaczną się porównania z innymi dziećmi, bo ten krócej płacze, a ten na dniach adaptacyjnych to był taki hej! do przodu! On na pewno będzie miał łatwiej. Boże, a mój ciągle w kąciku i jeszcze tamta babcia mi powiedziała, że z moim to będzie kłopot z rozstaniem. A tamta mi powiedziała…

Gdyby można było używać taśmy izolacyjnej do zaklejania buzi tym, którzy zamiast myśleć chlapią farmazony, nosilibyśmy ją ciągle przy sobie. A może to powinien być przykaz, by w czasie gdy nasze dzieci zaczynają swoje nowe dojrzałe rozdziały, rodzice mieli nakaz przychodzenia z zaklejonymi buziami. Byłoby przyjemniej, bo wzajemnie byśmy się nie nakręcali, bo dzieci miałyby swobodę działań, bo wreszcie Panie przedszkolanki, opiekunki, mogłyby powiedzieć coś nie przekrzykując gadających rodziców 😉

Ten kto wypuszcza swoje kolejne dziecko w świat powinien wiedzieć, że… nic nie wie. Tym którzy wypuszczają swoje pierwsze, mówimy…nic nie wiesz! Nie ma się co spinać, bo nie jedno towarzyskie przy rodzicach dziecko w przedszkolu będzie wyło przez pół roku, a to ciche i spokojnie zaadaptuje się szybko i w miarę bezboleśnie, a inne w ogóle zamknie Ci drzwi przed nosem, bo będzie chłonąć nową rzeczywistość.

pexels-photo-236164

To czego życzę rodzicom i sobie jako mamie drugiego debiutującego przedszkolaka to uważność, odłożenie swoich oczekiwań na bok i zamknięcia uszu na tych najmądrzejszych, którzy wiedzą jak będzie, bo przecież widząc nasze dziecko pierwszy raz znają je lepiej od nas 😉 To wielka sprawa naszych dzieci. To prawda, że nasza trochę też, ale głównymi bohaterami tej przygody są one.  Nauczmy się im w tym towarzyszyć, wspierać gdy tęsknią, płaczą i pamiętać, że to jest tak naturalne jak stanie i sikanie. I to o co proszę. Nie udawajcie przed innymi, że jest super jeśli nie jest. Dzielcie się doświadczeniami, wspierajcie Wasze drżące rodzicielskie serca nawzajem, dzielcie się swoim strachem i obawami. Będzie nam wszystkim z tym łatwiej.

Powodzenia na froncie!

 

Nie oceniaj mnie!

„Nie oceniaj”. Zdaje się, że powinno być przykazaniem w etycznym dekalogu. Słyszałam to nie raz od osób… które oceniały 😉 I zawsze zastanawiało mnie czy to w ogóle możliwe „nie oceniać”? Pomimo kuszącej wizji życia bez bólu, egzystencjalnych rozczarowań i w pełni szczęścia czy tak się da? Czy można wyłączyć funkcję mózgu ot tak, poprzez doświadczanie i trening?

Brak oceniania jawi mi się jako jakiś metafizyczny stan osiągalny jedynie przez mędrców, którzy zaglądają tam gdzie zwykły śmiertelnik nie ma wstępu. Bo tak naprawdę bez oceniania nie da się funkcjonować… tak sądzę 😉 Oceniamy każdego dnia, wszystkich i wszystko, żeby chociażby uniknąć niebezpieczeństw. Nawet widząc naprzeciwko siebie człowieka szybko dokonujemy pobieżnej oceny czy jest przyjazny czy nie. Gdyby człowiek pierwotny nie oceniał, chyba nie byłoby nas dzisiaj na świecie. A może w tej szlachetnej maksymie chodzi o nie nadawanie wartości, szczególnie ludziom. Bo o ile dobry, lepszy i gorszy telewizor nie robi telewizorowi różnicy (a może robi? ;-)), o tyle zaklasyfikowanie człowieka jako przemądrzałego, zadufanego, przewrażliwionego już tak. Kształtuje nasze nastawienie i modeluje nasz kontakt z nim lub wręcz jego brak. A tymczasem pozory często… mylą. Psychologia społeczna szeroko zajmuje się takimi mechanizmami nazywanymi heurystykami, wskazując że oto właśnie one prowadzą często do powstawania błędów poznawczych. A zatem jest to część naszej natury. Uproszczone wydawanie sądów ma ograniczyć ilość informacji, które mózg musi poddać analizie, a przecież nasz mózg nie jest szufladą bez dna. Istnieją dla niego wszakże ważniejsze sprawy do przeanalizowania :-). A ponadto szybkie ocenianie sytuacji często wybawia nas z opresji.

pexels-photo-534204

Nie potrafię wyobrazić sobie, że nie oceniamy, ale potrafię wyobrazić sobie, że nie przyjmujemy za objawienie wniosków wynikających z tych ocen. Co mam na myśli? Jeśli trafiam na mężczyznę, który nosi dresy, po każdym posiłku wypija piwko i właściwie pół dnia chodzi na tzw. rauszu 😀 powiedzmy, że zaklasyfikuję go na szybko jako stereotypowego dresiarza. Zapewne niewiele wie o świecie, jego marzeniem jest pójść na ustawkę, a jego dziewczyna to „dupa”, a nie ukochana. I teraz mam dwa wyjścia albo pójść za tym stereotypem, albo sprawdzić czy mam rację 😀 Zdarzyło mi się nie raz, że nie miałam 🙂 Jeśli widzę człowieka ze szpakowatą potarganą czupryną, niezmiernie opalonego, dającego wrażenie lekko hmmm zakurzonego, w nieco wygniecionych spodniach to pierwsza szybka ocena, to bezdomny. Punt widzenia zmienia się, gdy w ręku trzyma torbę od Dolce & Gabanna, a jego mokasyny nie wyglądają na zniszczone. Gdy widzę dwóch mężczyzn w autobusie nie pachnących fiołkami, z torbami wyładowanymi dobytkiem, jeden z nich z piwkiem, obydwaj ze zmierzwioną fryzurą to szybko myślę bezdomny – kłopot. Ale gdy wyjmuje grubą książkę z biblioteki to przestaje mi pasować do kategorii „czyści, oczytani ludzie z domem i samochodem” i wtedy pozostaje tylko wstyd, zbieranie szczęki z podłogi autobusu i szybka refleksja, że być może wie o życiu i o świecie więcej niż niejeden czyścioch 😉 Gdy myślimy o ludziach wykształconych nasuwa nam się szybko nierozłącznie taka cecha jak wysoka kultura osobista, a tymczasem niejeden „wykształciuch” nie dorasta do pięt „nie wykształciuchom”. Nie trzeba posługiwać się górnolotnym słownictwem, umieć odpowiedzieć na każde pytanie z zakresu wiedzy ogólnej lub szczegółowej. Wystarczy zobaczyć w drugim człowieka istotę, której warto poświecić swoją uwagę. Być może okaże się, że nauczy nas więcej niż niejeden bibliofil, a my damy mu coś od siebie.

Zatem może oceniajmy, ale sprawdzajmy swoje wnioski 😉

Namiotowe wakacje

Czasem tak bywa, że w naszej głowie pojawiają się pomysły zupełnie irracjonalne. Spontaniczne i nie do końca przemyślane. Takie: chcę i zrobię! W tym roku naszym „chcę i zrobię” były wakacje pod namiotem, spontaniczne i bez ograniczeń. Zabrakło nam siły na wczesne rezerwacje i planowanie. Nie bylibyśmy sobą gdyby wszystko było z górki. Niemalże tuż przed naszym wyjazdem, który zakładał przemieszczanie się po Polsce z rowerkami, namiotem i tysiącem potrzebnych rzeczy pewna Pani zagapiwszy się na niczemu winnego rowerzystę na poziomym rowerze wjechała w nasz samochodowy tyłek 😀 Pozostał nam na szczęście samochód zastępczy, który w drugim dniu przebywania na północy kraju kazano nam zwrócić 😉 Jako, że nasze auto wciąż leżało na samochodowym OIOM – ie mogliśmy na szczęście nadal przemieszczać się zastępczym.

Pod namiot wybraliśmy się dzięki Ani z bloga The Beduins, która dodała mi odwagi, że tak! Da się pojechać z dzieciakami! Nikt nie umrze! Nikt nie zasyfi się! Nie złapie grzyba w skromnym prysznicu! Nie zatruje się w kuchni, która sentymentalnie przypominała mi kuchnię mojej prababci na wsi, w której gotowałam zupę z warzyw (a jakże!) ale soloną piachem 😀 Pojechaliśmy tam dokąd chciały dzieci. Nad morze, a potem do osady leśnej u progu Roztocza. Rozstrzał kilometrowy, ale nie myśleliśmy o tym. Wciąż było „chcę i zrobię to!”, o reszcie pomyślę później, czyli w drodze albo na miejscu 🙂

Radary informujące o zbliżających się opadach mających trwać kilka dni wykurzyły nas z północy. O poranku podjęliśmy szybką decyzję „jedziemy do Doboszówki” – znalezionego trzy lata temu raju. Z krótkim postojem na noc w Warszawie wylądowaliśmy w cudownym miejscu, w którym bezkres nocnego nieba porywa spojrzenia, hipnotyzuje tak bardzo, że chciałoby się je pochłonąć. To takie chwile w których nie musisz mieć pragnienia lotu w kosmos, bo masz go na „wyciągnięcie ręki” 🙂

Tegoroczne wakacje zerwały kilka granic, które wydawały się nieprzekraczalne. Nasze dzieci przezwyciężały swój strach próbując wyjątkowo wielu nowych rzeczy, nieprzymuszane. Niesamowite było obserwowanie tego jak to robią. Mogę się od nich uczyć 😉

Podczas pobytu w Doboszówce, miałam okazję obserwować kilka rodzin, które przyjechały z dzieciakami w wieku szkolnym. Niesamowite jak „dzikie” były te dzieci. Jak wskakiwały w ubraniach do wody. Nikt nie wrzeszczał na nie, że brudno, że mokro. Patrząc na nich wszystkich miało się wrażenie, że to bycie dorosłych i dzieci samo płynie. Być może to były pobieżne i mylne obserwacje, ale wiem że ja też tak chcę w relacji z dziećmi – pozwolić im doświadczać 🙂 Nie zrzędzić i nie pilnować sterylności.

Po miesiącu bycia poza domem w warunkach mniej lub bardziej wiejskich przy każdym krojeniu warzyw lub owoców pojawia się myśl „czy to do kompostownika?” 😉 Przesiąkłam tą nieskrępowaną miejskimi zasadami wolnością i naturalnością.

Czy udało mi się zwolnić? Nie poganiać? Nie zrzędzić?
Nie do końca. Wciąż jestem niewolnikiem czasu, nieco zbyt zmęczonym, by nie zrzędzić 😉 Wróciłam z nauką dla siebie i o sobie.

Udało mi się za to notorycznie gubić telefon i… nie szukać go 🙂

Za nami nowe doświadczenia, jeszcze dużo musimy się nauczyć o podróżowaniu z namiotem, ale przecież właśnie zaczęliśmy się uczyć jak to robić, żeby było dobrze dla nas. Kapryśna pogoda w Polsce sprzyja namiotowym wypadom i mam nadzieję, że takich jeszcze przed nami wiele. Najważniejsze, że całej naszej czwórce namiotowe wakacje podobały się 😉

Nie ma rzeczy niemożliwych, a chcieć to móc 🙂 I już tęsknię do raju 😉

 

DSC06341DSC06343

DSC06388

DSC06398

DSC06679

 

Czas

Czas – abstrakcyjny konstrukt. Coś co nie istnieje. Coś co miało ułatwić nam życie, a stało się naszym władcą. Jesteśmy zniewoleni upływającym czymś. Wszystko podporządkowaliśmy odliczaniu sekund, minut, godzin, lat. Ten abstrakcyjny konstrukt bezdusznie dyktuje nam kiedy jeść, wstać z łóżka, czytać etc. Szkolimy się w zarządzaniu czasem. Mówi nam czy wypada założyć spódnicę, a w gorący dzień zdjąć koszulę. Dyktuje czy możemy w życiu zająć się czymś innym niż dotychczas. Odpowiada na pytanie czy wypada? Czy możemy zmienić swoje życie czy nie i czy powinniśmy JUŻ.

Czas dyryguje naszym dniem, szybkimi, intensywnymi i nerwowymi porankami. Pokazuje czy jesteśmy wystarczający sprawni i zaradni. Jak szybko zdobędziemy stanowisko, wykonamy zadanie, założymy rodzinę. Czas – zabójca spontaniczności, bliskości, relacji, dobrego samopoczucia? Lubimy być jego niewolnikami.

A gdyby tak…zniknął czas. Gdybyśmy wyrzucili wszystkie zegary?

pexels-photo-280352

Czy nasze dzieci rankiem przestałyby być poganiane? Czy przestalibyśmy powtarzać co 5 minut „pospiesz się”, „szybciutko”, „bo się spóźnimy”, „nie guzdraj się”. Przestalibyśmy je ciągnąć za sobą, wzdychać i fukać, biec na autobus, przerywać najlepszą zabawę bo już CZAS się kapać, CZAS się położyć, nie ma już CZASU na kolejnego przytulasa, setnego buziaka, jeszcze jedną bajkę, książkę, opowieść, pytania i odpowiedzi?

Jest czas wakacji, wyjazdów, urlopów – szansa na wyzwolenie ze szponów dyrygenta. Może to dobry moment na to, żeby przez tydzień, dwa tygodnie dostosować się do bycia razem, do rytmu biologicznego, do naszych potrzeb. Spróbować nie patrzeć na tarczę z przesuwającymi się wskazówkami, na migające cyferki. Przytulać się kiedy chcemy, pójść spać kiedy chcemy, zjeść wtedy kiedy jesteśmy głodni, bawić się kiedy tego potrzebujemy. Ograniczmy wpływ CZASU do minimum. Niech przez tych kilkanaście dni czas będzie dla nas, a nie my dla czasu.

Zwolnijmy chociaż na chwilę 🙂

Co na to Twój Czas? 😉

O chłopcach

Kiedy dowiedziałam się, że noszę w brzuchu chłopca spadł na mnie blady „strach”. Nie dość, że nie miałam pojęcia jak być mamą, to miałam jeszcze mniejsze pojęcie o tym, jak to jest być chłopcem, żeby tego mojego Synka jakoś przez życie poprowadzić. Założyłam sobie, że po prostu będę go kochać. Otoczę największą troską i dam mu z siebie to co mam najlepszego. To będzie spontaniczne rodzicielstwo, bez kreowania sztucznych sytuacji. Odpowiadałam na jego potrzeby wycofania się, ucieczki, przytulania i dawania wyrazu naszej wspólnej miłości. Czasem zachowywał się „inaczej” niż oczekiwali tego inni, a ja uczyłam się akceptować go takim jaki jest i radzić sobie z własnymi ograniczeniami. Dzisiaj robię to podwójnie 😉

pexels-photo(4)

Pamiętam, jak pewnego dnia kiedy zobaczyłam boksującego się na siłę z synem tatę, albo kiedy usłyszałam od innego tatusia, który mówił do swojego syna „nie maż się jak cipa”, zaczęłam się zastanawiać nad tym, czy ja dobrze robię. Może mój Syn, który jest ze mną w domu potrzebuje „twardego” wychowania. Wystawiania na próby, przekraczania jego granic, zabierania prawa do łez i do upadku, bo przecież „chłopaki nie płaczą”. Pomyślałam, że może robię mu krzywdę bo będzie miękki, empatyczny, uczuciowy. Potem przychodziło otrzeźwienie, że skoro mam tak wyjątkowe dla mnie dziecko, to chyba nie robię nic złego.

Dlaczego taka myśl do mnie przyszła? Bo gdzieś z tyłu głowy siedzą właśnie takie zdania „chłopaki nie płaczą”, „nie bądź jak baba – nie maż się”. Jakiś czas temu trafiłam na wykład pt. „Jak wychowywać chłopców” o tym, że chłopcy potrzebują szczególnego traktowania. Długo nie mogłam się przemóc żeby go wysłuchać, mając w sobie opór „jak to? mam synów i są jacyś inni, że mam ich jakoś inaczej wychowywać?”. Ciekawość zwyciężyła i obejrzałam. Okazało się, że specjalne traktowanie przejawia się w tym, że… należy ich przytulać, kochać, głaskać i okazywać czułość i zainteresowanie 😉 Tak naprawdę to nie jest szczególne traktowanie, bo każdemu człowiekowi należy się miłość i akceptacja. Z drugiej jednak strony odnosząc się do stylu wychowywania chłopców sprzed pokoleń, które sztucznie ich hartowały, żeby sobie poradzili, to jest specjalne traktowanie. Niektórzy niestety nadal to robią. Z tego hartowania wyrosło wielu poranionych mężczyzn z trudną relacją z własnym ojcem i kobietami. Warto znać kilka faktów, żeby nie powielać tych błędów, o czym wkrótce napiszę.

Społeczna świadomość jest w tak kiepskiej formie, że o tym się nie mówi. Wzór mężczyzny to wciąż macho man. W kierunku wychowywania dziewczynek na silne i niezależne kobiety dzieje się coraz więcej – na szczęście. Chłopcy są wciąż pod presją bycia twardzielami i o tym się nie mówi, bo dla społeczeństwa to oczywiste. Czy chodzi o zamianę ról? Nie, chodzi o prawo dla obojga płci do bycia sobą z całym wachlarzem emocji i zachowań. A może przydałaby się jakaś kampania „bądź czuły dla swojego syna”, „daj synowi prawo do uczuć”. Już widzę te protesty mężczyzn i chichot niektórych kobiet 😉 A przecież Robert Biedroń, najbardziej empatyczny człowiek ze świata mediów jest uwielbiany przez cały przekrój społeczeństwa. Na szczęście zdarza mi się obserwować ojców, który utulają swoich synów, którzy nie boją się powiedzieć publicznie „kocham Cię” i otaczają ich męskim wsparciem. Mam nadzieję, że takich zachowań będzie coraz więcej. Dużo mówi się o tym, że mężczyźni muszą się odnaleźć w nowym świecie i jest to trudne. Świecie, w którym kobiety są silne i wartości które za nimi idą to emocje, których oczekują od swoich partnerów. To nie są wygórowane oczekiwania. To w ogóle nie są oczekiwania. Tylko gdzieś, ktoś zapomniał powiedzieć mężczyznom że posiadają prawo do emocji, tak jak prawo do ich wyrażania. Nie tylko do złości.

Czas czarownic

Zachodnie kobiety, czyli my jesteśmy wyemancypowane. Od ilości praw, które nam dano i na które zgodzili się mężczyźni poprzewracało nam się w dupach i chcemy wciąż więcej. A przecież emancypacja kobiet to zjawisko, które już się zadziało. Zatem zdębiali panowie pytają „ale o co Wam wciąż chodzi?”. Same panie przywołują przykłady kobiet z krajów Bliskiego Wschodu, które praw nie mają większych niż mrówka, na poparcie tezy że i tak mamy dobrze. Pocieszenie? Marne. Naprawdę się wyemancypowałyśmy? Co to właściwie dla nas znaczy?

pexels-photo-212410.jpeg

Mam takie poczucie, że gdzieś w naszych domach udało nam się stworzyć związki prawdziwie partnerskie. Porzekadło mówi, że głową rodziny jest mężczyzna. Mądre babki przekazały nam prawdę, że mężczyzna może i jest głową, ale kobieta szyją 😉 Nie chcę tu zaznaczać czyjejś wyższości czy władzy. Chodzi tylko o to, że w domach nasze kobiece szanse się wyrównują, choć w niektórych niestety nie. Ale na poziomie ogólnym wciąż coś z tą emancypacją nie gra. Obraz kobiety wyemancypowanej który mam, to obraz kobiety o którą walczą feministki. Równość przejawia się w prawie do realizowania się zawodowego, prawie do zaspokajania swoich potrzeb także seksualnych, nie będąc okrzykniętą ladacznicą, prawie do wykonywania tzw. męskich zawodów. I jak się nad tym głębiej zastanowić to w tym wszystkim chodzi nie o to, żeby mieć PRAWO jako takie, ale o to żeby być jak mężczyzna. Bo oto panowie wpuścili nas na boisko, drogie Panie, ale zasady gry wciąż są dyktowane przez nich – jak to trafnie ujął Wojciech Eichelberger.

Czytuję dumne deklaracje kobiet prężnych zawodowo „nie gotuję!”, „nie sprzątam!” „nie siedzę z dzieckiem w  domu!” tak jakby te czynności komukolwiek urągały. Niegdyś to panowie nie sprzątali, nie gotowali i się tym szczycili – jakaś analogia? Kobieta w biznesie zaistnieje o ile wejdzie w retorykę prowadzoną przez mężczyzn. Biznes to męski świat i takimi regułami się kieruje. Zatem kobiety dopasowują się, nie wprowadzając elementów natury kobiecej. Dlaczego? Może dlatego, że bycie istotą o innej wrażliwości niż mężczyźni, powoduje że tracimy ich respekt, bo taka kobieta to odbiorca niewybrednych żartów, albo żartów na temat jej miejsca w społeczeństwie czyt. w domu. Musimy więc zakładać maski twardzielek i dostosować się do męskiej gry. Pamiętam relację kobiety, która poprzez „wyemancypowanie” pracuje w środowisku budowlańców, ale ze względu na wciąż panujące męskie reguły gry jest odbiorcą ich ciągłego napastowania. A co powiecie o antykoncepcji? Na prawdę przez tych wiele lat nie można było wymyślić metody zapobiegania ciąży dla mężczyzn oprócz prezerwatywy? Dla kobiet można przebierać i wybierać, wkładki wewnątrzmaciczne, pigułki antykoncepcyjne, plastry, a co najciekawsze jest to ingerencja w gospodarkę hormonalną, niestety często nie bez konsekwencji zdrowotnych. Bardzo o nas dbają Panowie naukowcy 😉 Pewien pan redaktor odpowiedział pewnej pani w dyskusji o aborcji, że „dla mnie logiczne jest, że jeśli nie chcesz mieć dziecka to nie idziesz z  facetem do łóżka”, na co pani grzecznie odpowiedziała „Już widzę, jak pan redaktor „nie chcąc mieć dziecka z kobietą, nie idzie z nią do łóżka. Szowinizm i pogarda„. Za co Pan redaktor w przypływie równości praw panią zablokował w dyskusji. Taki to nasz świat równości. Dyskusje polityczne na temat naszych praw prowadzone są poza nami. Wciąż zarabiamy mniej, wykonując te same prace. Niegdyś w rozmowie o kobietach usłyszałam od mężczyzny, że w niektórych zawodach panowie są sprawniejsi i dlatego zarabiają więcej. Idąc drogą analogii powinni zarabiać mniej w zawodach właściwych kobiecym mocnym stronom. Ale tak się nie dzieje. Wyemancypowałyśmy się?

Kobiety dały sobie wmówić że mają równe prawa, a tymczasem łyknęły nieprawdziwą tezę, że aby być i czuć się wyemancypowanymi, muszą BYĆ takie jak mężczyźni. Ano nie muszą, bo równość praw polega nie na tym, że będę robiła to co mężczyzna, ale to co ja będę chciała. Zatem jeśli chcę zostać w domu, gotować obiady i sprzątać to też jestem wyemancypowana. Równość praw nie objawia się w naśladownictwie facetów, ale w stanie umysłu, w wolności wyboru. Poczuciu, że mam prawo decydować o tym, co i jak chcę robić. Mogę żyć w związku, w którym to mężczyzna kieruje rodziną i jeśli tak mi jest dobrze to też jetem wyemancypowana, bo JA zdecydowałam o tym, że chcę w tym być.

Na szczęście nastaje taki czas, w którym kobiety poznają swoją siłę, nie tą której źródłem są męskie wzorce, ale czerpią ze swojej natury. Organizują się, łączą, robią coś wspólnie. Nastaje czas intuicji i podważania praw objawionych. Buntu przeciwko temu co narzucone przez świat męski. Kobiety poznają swoją wartość ukrytą we wrażliwości, intuicji, wielozadaniowości, duchowości. Coraz częściej można zobaczyć kobiety, które wsłuchują się w to kim są, a nie w to kim inni powiedzieli im że maja być.

Czas czarownic nadchodzi Panowie 🙂