Czas

Czas – abstrakcyjny konstrukt. Coś co nie istnieje. Coś co miało ułatwić nam życie, a stało się naszym władcą. Jesteśmy zniewoleni upływającym czymś. Wszystko podporządkowaliśmy odliczaniu sekund, minut, godzin, lat. Ten abstrakcyjny konstrukt bezdusznie dyktuje nam kiedy jeść, wstać z łóżka, czytać etc. Szkolimy się w zarządzaniu czasem. Mówi nam czy wypada założyć spódnicę, a w gorący dzień zdjąć koszulę. Dyktuje czy możemy w życiu zająć się czymś innym niż dotychczas. Odpowiada na pytanie czy wypada? Czy możemy zmienić swoje życie czy nie i czy powinniśmy JUŻ.

Czas dyryguje naszym dniem, szybkimi, intensywnymi i nerwowymi porankami. Pokazuje czy jesteśmy wystarczający sprawni i zaradni. Jak szybko zdobędziemy stanowisko, wykonamy zadanie, założymy rodzinę. Czas – zabójca spontaniczności, bliskości, relacji, dobrego samopoczucia? Lubimy być jego niewolnikami.

A gdyby tak…zniknął czas. Gdybyśmy wyrzucili wszystkie zegary?

pexels-photo-280352

Czy nasze dzieci rankiem przestałyby być poganiane? Czy przestalibyśmy powtarzać co 5 minut „pospiesz się”, „szybciutko”, „bo się spóźnimy”, „nie guzdraj się”. Przestalibyśmy je ciągnąć za sobą, wzdychać i fukać, biec na autobus, przerywać najlepszą zabawę bo już CZAS się kapać, CZAS się położyć, nie ma już CZASU na kolejnego przytulasa, setnego buziaka, jeszcze jedną bajkę, książkę, opowieść, pytania i odpowiedzi?

Jest czas wakacji, wyjazdów, urlopów – szansa na wyzwolenie ze szponów dyrygenta. Może to dobry moment na to, żeby przez tydzień, dwa tygodnie dostosować się do bycia razem, do rytmu biologicznego, do naszych potrzeb. Spróbować nie patrzeć na tarczę z przesuwającymi się wskazówkami, na migające cyferki. Przytulać się kiedy chcemy, pójść spać kiedy chcemy, zjeść wtedy kiedy jesteśmy głodni, bawić się kiedy tego potrzebujemy. Ograniczmy wpływ CZASU do minimum. Niech przez tych kilkanaście dni czas będzie dla nas, a nie my dla czasu.

Zwolnijmy chociaż na chwilę 🙂

Co na to Twój Czas? 😉

O chłopcach

Kiedy dowiedziałam się, że noszę w brzuchu chłopca spadł na mnie blady „strach”. Nie dość, że nie miałam pojęcia jak być mamą, to miałam jeszcze mniejsze pojęcie o tym, jak to jest być chłopcem, żeby tego mojego Synka jakoś przez życie poprowadzić. Założyłam sobie, że po prostu będę go kochać. Otoczę największą troską i dam mu z siebie to co mam najlepszego. To będzie spontaniczne rodzicielstwo, bez kreowania sztucznych sytuacji. Odpowiadałam na jego potrzeby wycofania się, ucieczki, przytulania i dawania wyrazu naszej wspólnej miłości. Czasem zachowywał się „inaczej” niż oczekiwali tego inni, a ja uczyłam się akceptować go takim jaki jest i radzić sobie z własnymi ograniczeniami. Dzisiaj robię to podwójnie 😉

pexels-photo(4)

Pamiętam, jak pewnego dnia kiedy zobaczyłam boksującego się na siłę z synem tatę, albo kiedy usłyszałam od innego tatusia, który mówił do swojego syna „nie maż się jak cipa”, zaczęłam się zastanawiać nad tym, czy ja dobrze robię. Może mój Syn, który jest ze mną w domu potrzebuje „twardego” wychowania. Wystawiania na próby, przekraczania jego granic, zabierania prawa do łez i do upadku, bo przecież „chłopaki nie płaczą”. Pomyślałam, że może robię mu krzywdę bo będzie miękki, empatyczny, uczuciowy. Potem przychodziło otrzeźwienie, że skoro mam tak wyjątkowe dla mnie dziecko, to chyba nie robię nic złego.

Dlaczego taka myśl do mnie przyszła? Bo gdzieś z tyłu głowy siedzą właśnie takie zdania „chłopaki nie płaczą”, „nie bądź jak baba – nie maż się”. Jakiś czas temu trafiłam na wykład pt. „Jak wychowywać chłopców” o tym, że chłopcy potrzebują szczególnego traktowania. Długo nie mogłam się przemóc żeby go wysłuchać, mając w sobie opór „jak to? mam synów i są jacyś inni, że mam ich jakoś inaczej wychowywać?”. Ciekawość zwyciężyła i obejrzałam. Okazało się, że specjalne traktowanie przejawia się w tym, że… należy ich przytulać, kochać, głaskać i okazywać czułość i zainteresowanie 😉 Tak naprawdę to nie jest szczególne traktowanie, bo każdemu człowiekowi należy się miłość i akceptacja. Z drugiej jednak strony odnosząc się do stylu wychowywania chłopców sprzed pokoleń, które sztucznie ich hartowały, żeby sobie poradzili, to jest specjalne traktowanie. Niektórzy niestety nadal to robią. Z tego hartowania wyrosło wielu poranionych mężczyzn z trudną relacją z własnym ojcem i kobietami. Warto znać kilka faktów, żeby nie powielać tych błędów, o czym wkrótce napiszę.

Społeczna świadomość jest w tak kiepskiej formie, że o tym się nie mówi. Wzór mężczyzny to wciąż macho man. W kierunku wychowywania dziewczynek na silne i niezależne kobiety dzieje się coraz więcej – na szczęście. Chłopcy są wciąż pod presją bycia twardzielami i o tym się nie mówi, bo dla społeczeństwa to oczywiste. Czy chodzi o zamianę ról? Nie, chodzi o prawo dla obojga płci do bycia sobą z całym wachlarzem emocji i zachowań. A może przydałaby się jakaś kampania „bądź czuły dla swojego syna”, „daj synowi prawo do uczuć”. Już widzę te protesty mężczyzn i chichot niektórych kobiet 😉 A przecież Robert Biedroń, najbardziej empatyczny człowiek ze świata mediów jest uwielbiany przez cały przekrój społeczeństwa. Na szczęście zdarza mi się obserwować ojców, który utulają swoich synów, którzy nie boją się powiedzieć publicznie „kocham Cię” i otaczają ich męskim wsparciem. Mam nadzieję, że takich zachowań będzie coraz więcej. Dużo mówi się o tym, że mężczyźni muszą się odnaleźć w nowym świecie i jest to trudne. Świecie, w którym kobiety są silne i wartości które za nimi idą to emocje, których oczekują od swoich partnerów. To nie są wygórowane oczekiwania. To w ogóle nie są oczekiwania. Tylko gdzieś, ktoś zapomniał powiedzieć mężczyznom że posiadają prawo do emocji, tak jak prawo do ich wyrażania. Nie tylko do złości.

Czas czarownic

Zachodnie kobiety, czyli my jesteśmy wyemancypowane. Od ilości praw, które nam dano i na które zgodzili się mężczyźni poprzewracało nam się w dupach i chcemy wciąż więcej. A przecież emancypacja kobiet to zjawisko, które już się zadziało. Zatem zdębiali panowie pytają „ale o co Wam wciąż chodzi?”. Same panie przywołują przykłady kobiet z krajów Bliskiego Wschodu, które praw nie mają większych niż mrówka, na poparcie tezy że i tak mamy dobrze. Pocieszenie? Marne. Naprawdę się wyemancypowałyśmy? Co to właściwie dla nas znaczy?

pexels-photo-212410.jpeg

Mam takie poczucie, że gdzieś w naszych domach udało nam się stworzyć związki prawdziwie partnerskie. Porzekadło mówi, że głową rodziny jest mężczyzna. Mądre babki przekazały nam prawdę, że mężczyzna może i jest głową, ale kobieta szyją 😉 Nie chcę tu zaznaczać czyjejś wyższości czy władzy. Chodzi tylko o to, że w domach nasze kobiece szanse się wyrównują, choć w niektórych niestety nie. Ale na poziomie ogólnym wciąż coś z tą emancypacją nie gra. Obraz kobiety wyemancypowanej który mam, to obraz kobiety o którą walczą feministki. Równość przejawia się w prawie do realizowania się zawodowego, prawie do zaspokajania swoich potrzeb także seksualnych, nie będąc okrzykniętą ladacznicą, prawie do wykonywania tzw. męskich zawodów. I jak się nad tym głębiej zastanowić to w tym wszystkim chodzi nie o to, żeby mieć PRAWO jako takie, ale o to żeby być jak mężczyzna. Bo oto panowie wpuścili nas na boisko, drogie Panie, ale zasady gry wciąż są dyktowane przez nich – jak to trafnie ujął Wojciech Eichelberger.

Czytuję dumne deklaracje kobiet prężnych zawodowo „nie gotuję!”, „nie sprzątam!” „nie siedzę z dzieckiem w  domu!” tak jakby te czynności komukolwiek urągały. Niegdyś to panowie nie sprzątali, nie gotowali i się tym szczycili – jakaś analogia? Kobieta w biznesie zaistnieje o ile wejdzie w retorykę prowadzoną przez mężczyzn. Biznes to męski świat i takimi regułami się kieruje. Zatem kobiety dopasowują się, nie wprowadzając elementów natury kobiecej. Dlaczego? Może dlatego, że bycie istotą o innej wrażliwości niż mężczyźni, powoduje że tracimy ich respekt, bo taka kobieta to odbiorca niewybrednych żartów, albo żartów na temat jej miejsca w społeczeństwie czyt. w domu. Musimy więc zakładać maski twardzielek i dostosować się do męskiej gry. Pamiętam relację kobiety, która poprzez „wyemancypowanie” pracuje w środowisku budowlańców, ale ze względu na wciąż panujące męskie reguły gry jest odbiorcą ich ciągłego napastowania. A co powiecie o antykoncepcji? Na prawdę przez tych wiele lat nie można było wymyślić metody zapobiegania ciąży dla mężczyzn oprócz prezerwatywy? Dla kobiet można przebierać i wybierać, wkładki wewnątrzmaciczne, pigułki antykoncepcyjne, plastry, a co najciekawsze jest to ingerencja w gospodarkę hormonalną, niestety często nie bez konsekwencji zdrowotnych. Bardzo o nas dbają Panowie naukowcy 😉 Pewien pan redaktor odpowiedział pewnej pani w dyskusji o aborcji, że „dla mnie logiczne jest, że jeśli nie chcesz mieć dziecka to nie idziesz z  facetem do łóżka”, na co pani grzecznie odpowiedziała „Już widzę, jak pan redaktor „nie chcąc mieć dziecka z kobietą, nie idzie z nią do łóżka. Szowinizm i pogarda„. Za co Pan redaktor w przypływie równości praw panią zablokował w dyskusji. Taki to nasz świat równości. Dyskusje polityczne na temat naszych praw prowadzone są poza nami. Wciąż zarabiamy mniej, wykonując te same prace. Niegdyś w rozmowie o kobietach usłyszałam od mężczyzny, że w niektórych zawodach panowie są sprawniejsi i dlatego zarabiają więcej. Idąc drogą analogii powinni zarabiać mniej w zawodach właściwych kobiecym mocnym stronom. Ale tak się nie dzieje. Wyemancypowałyśmy się?

Kobiety dały sobie wmówić że mają równe prawa, a tymczasem łyknęły nieprawdziwą tezę, że aby być i czuć się wyemancypowanymi, muszą BYĆ takie jak mężczyźni. Ano nie muszą, bo równość praw polega nie na tym, że będę robiła to co mężczyzna, ale to co ja będę chciała. Zatem jeśli chcę zostać w domu, gotować obiady i sprzątać to też jestem wyemancypowana. Równość praw nie objawia się w naśladownictwie facetów, ale w stanie umysłu, w wolności wyboru. Poczuciu, że mam prawo decydować o tym, co i jak chcę robić. Mogę żyć w związku, w którym to mężczyzna kieruje rodziną i jeśli tak mi jest dobrze to też jetem wyemancypowana, bo JA zdecydowałam o tym, że chcę w tym być.

Na szczęście nastaje taki czas, w którym kobiety poznają swoją siłę, nie tą której źródłem są męskie wzorce, ale czerpią ze swojej natury. Organizują się, łączą, robią coś wspólnie. Nastaje czas intuicji i podważania praw objawionych. Buntu przeciwko temu co narzucone przez świat męski. Kobiety poznają swoją wartość ukrytą we wrażliwości, intuicji, wielozadaniowości, duchowości. Coraz częściej można zobaczyć kobiety, które wsłuchują się w to kim są, a nie w to kim inni powiedzieli im że maja być.

Czas czarownic nadchodzi Panowie 🙂

 

Dzień Dziecka

Drogie Dzieci te malutkie, te większe i te już dorosłe,

bądźcie szczęśliwe takie jakie jesteście, podążajcie swoimi drogami, nie oglądając się na oczekiwania innych. Jesteście wyjątkowe od chwili, gdy powitał Was świat. Jesteście dla siebie sterem i okrętem, uwierzcie w to. Nikt nie przeżyje życia za Was i tylko Wy wiecie co jest dla Was najlepsze. Jesteśmy tutaj na chwilę, wykorzystajcie ten czas najlepiej jak potraficie. Tak, jak Wy uważacie że będzie najlepiej. Jesteśmy tu po to by być szczęśliwymi i to jest najważniejsze. Czerpcie to co najlepsze od tych, którzy dają Wam szacunek i widzą w Was człowieka.

„Nie ma dzieci – są ludzie; ale o innej skali pojęć, innym zasobie doświadczenia, innych popędach, innej grze uczuć” – Janusz Korczak

Wszystkiego najlepszego! 🙂

Kochani, jeśli chcielibyście podarować sówkę jakiemuś małemu człowiekowi, a może większemu to odezwijcie się pod komentarzem. Napiszcie co chcecie, może swoje wspomnienia z Dnia Dziecka, a może co Was uszczęśliwia, a sówka powędruje do Was 🙂

0dsc04035

 

Tarta kawowa Mocha

Pamiętam, gdy jako dwudziestoparoletnia kobieta powiedziałam swojemu księciu, że nie umiem gotować, żeby chłopak wiedział jaki egzemplarz trafił 😉 W posagu od mamy na nasze przedślubne mieszkanie dostałam kilka przepisów na zupy, od teściowej drugi bardzo sentymentalny zeszycik z kilkoma potrawami. Obydwie mamy postarały się, żeby było wszystko przekazane jak krowie na rowie i słusznie, bo krową na rowie wówczas byłam 😉 Null, zero doświadczenia w gotowaniu. I w tych naszych pierwszych wynajmowanych 30 m2 i maleńkim aneksie kuchennym w jakimś robionym rzemieślniczymi metodami piekarniczku robiliśmy wszystko na co mieliśmy ochotę. Od pieczenia chleba, przez canneloni, po ciasta i ciasteczka. Nauczyłam się, pokochałam kuchnię, ucztowaliśmy w sobotnie poranki przy naszym maleńkim stole i organizowaliśmy nasze rodzinne spotkania na kilkanaście osób.

Pieczenie wyssałam z mlekiem matki. Dzisiaj nagle zorientowałam się, że sprawia mi to ogromnie dużo radości, że kiedy piekę włączam ulubione płyty. Tańczę przy nich, śpiewam, a czasem tak się zapominam, że wstawiam do piekarnika biszkopt bez tłuszczu i potem muszę robić drugi 😉 Wkładam w te moje ciasta dużo energii, to taka „twórczość” spod moich rąk i z moim zaangażowaniem. Nie ma w  nim strachu, że ktoś mnie oceni, że coś nie wyjdzie, jest ekscytacja jaki będzie finał pracy. W sklepach internetowych z artykułami cukierniczymi czuję się jak dziecko w sklepie z zabawkami. I nagle z tej chyba mogę powiedzieć już pasji porobiło się tak, że jeśli mam komuś podarować coś od siebie, tak od serducha to do głowy przychodzi mi właśnie ciasto. I tak było tym razem.

Niektóre przyjaźnie trwają długo, przechodzą przez burze, nawet z gradobiciem ;-), przepływają przez nie morza i oceany, przechodzą tory i autostrady, umacniają się po to, by przeżyć kolejny kryzys, a potem znów się zbliżyć. Niesamowite jak bardzo się zmieniamy, a mimo wszystko kroczymy wciąż obok siebie, ze sobą, ucząc się siebie nawzajem. Poznałyśmy się na studiach i tak nam zostało i dla Niej ta tarta… 🙂 Dla Kogoś kto nauczył mnie uśmiechać się do ludzi i wierzyć w nich 🙂

Kochana wszystkiego co najlepsze! 🙂


Składniki (spód):

140 g ciastek digestive lub owsianych z ciemną czekoladą lub owsianych z dodatkiem 50 g roztopionej czekolady (najlepsza wersja to ta z digestive ;-))
2 łyżki cukru pudru
70 g roztopionego masła

Ciastka rozdrobnić w malakserze, dodać cukier puder i masło wymieszać, a następnie wygnieść masą spód tortownicy o średnicy 20 cm. Wstawić do lodówki.

Masa:

2 płaskie łyżeczki kawy rozpuszczalnej
2 łyżki gorącej wody
300 ml schłodzonej śmietanki kremówki 36%
200 g białej czekolady

Kawę rozpuścić w wodzie i odstawić do ostygnięcia. Czekoladę połamać i rozpuścić w kąpieli wodnej, ostudzić. Śmietankę ubić na sztywno na małych obrotach miksera, dodać rozpuszczoną kawę i chwilę miksować. Dodać bitą śmietanę do czekolady i wymieszać łyżką. Masę przełożyć na spód i zostawić w lodówce na minimum 3 h. Udekorować i pałaszować 😉

0DSC05464

 

 

źródło: Kwestia Smaku

Kiedy powiem sobie dość

…wybrzmiewają słowa piosenki. Wiesz o tym, że frustracja bierze się z oczekiwań. Starasz się żyć nie tworząc scenariuszy, ale pragnienia bywają silniejsze i wyrywają się spod rozumowych rozwiązań. Ty wszystko wiesz. Jak myśleć, żeby było lżej, jak żyć żeby było lżej, w zgodzie z tym co nas otacza. Teoretycznie tak, a nawet praktycznie Ci się udaje. Szukasz zawsze dobrych stron patowych sytuacji.

Kiedy dostajesz od życia jeden strzał, potem drugi, trzeci, czwarty, to trzymasz fason, przecież po coś to wszystko do nas przychodzi, to musi mieć sens. Wcale nie religijny, taki zwyczajny sens. Czegoś nas to nauczy. Nigdy nie pytasz „dlaczego?”, bo niby w czym jesteś lepszy od innych, żeby Tobie to się nie przydarzyło. Patrzysz na plusy i czujesz wdzięczność, że to jednak Ty się czegoś nauczyłeś.

Ale przychodzi taki czas gdy opadasz z sił i to ukryte pytanie przedziera się, aż wreszcie eksploduje dźwięcznym, głośnym DLACZEGO? PO CO? Nie masz siły na mądre filozofowanie i wznoszenie ponad prosty odbiór, że coś jest złe, albo dobre. Chcesz pytać „ile jeszcze?”.

pexels-photo-27058

Ktoś pięknie napisał: Czasem przychodzi w naszym życiu taki etap, który jest odpuszczeniem próbowania i przeczekaniem. I na tym właśnie etapie wszelkie próby działania, zmiany, naprawiania, parcia na siłę do przodu etc. będą spełzać na niczym, bo to taki jest czas. To trochę tak, jakby chcieć w zimie sadzić kwiaty i bardzo się martwić, że nie chcą zakwitnąć… Ważne żeby zrozumieć, a potem o tym pamiętać, że cała przyroda, której jesteśmy częścią ma swoje cykle, pory roku, przypływy i odpływy etc. Na wszystko jest odpowiedni czas, okres, etap. Stara wschodnia mądrość uczy, że bywają takie chwile w życiu, w których lepiej nam zrobi działanie poprzez niedziałanie, czyli po prostu wzięcie na wstrzymanie, po prostu bycie tu i teraz i odpuszczenie wszystkiego, w tym również przymusu ciągłego posuwania się naprzód – pójścia dalej.”*

Ja też czasem pytam „dlaczego?” i czekam, bo nie mam pomysłu ani siły na wyjaśnienia.

*Izabella Kominek-Riege

Dzień Mamy

Drogie Mamy,

życzę Wam (i sobie ;-)) cierpliwości i spokoju. Braku wygórowanych oczekiwań wobec siebie; pewności że robicie dobrze swoją robotę; poczucia że jesteście wyjątkowe; dawania sobie prawa do dresów; kitki z włosów zamiast perfekcyjnie ułożonej fryzury; prawa do słabości nawet żywieniowych. Jesteście heroskami z tymi kilogramami na plecach w postaci tobołków i swoich dzieci, odpowiedziami na miliony pytań i tego ogromu miłości mimo braku sił na cokolwiek. I dzisiaj Wam dedykuję tą prawdziwą opowieść, mój dzisiejszy prezent od świata na dzień mamy:

Mama z dwójka szkrabów, dwiema hulajnogami zawieszonymi na wózku drepcze do domu drogą parkingową, po której co jakiś czas jedzie samochód. Za każdym razem jak kwoka zagarnia swoje dzieci na bok, żeby dzieciom nic się nie stało ani samochodom nie przeszkadzać, wszak to nie chodnik. Zatrzymuje się samochód, kierowca otwiera szybę:

Kierowca: niech Pani tak nie ucieka z tymi dziećmi na trawnik.
Mama: To nie jest chodnik, tylko droga do parkingu, więc nie powinniśmy tędy iść.
K: Ale Pani idzie z dwójka dzieci. Proszę iść.
M: Pan jest uprzejmy, ale nie wszyscy tacy są. Matka z wózkiem to często wróg.
K: Proszę powiedzieć kto tak mówi to pobrzebijam opony 😉

japanese-cherry-trees-flowers-spring-japanese-flowering-cherry-54630