O chłopcach

Kiedy dowiedziałam się, że noszę w brzuchu chłopca spadł na mnie blady „strach”. Nie dość, że nie miałam pojęcia jak być mamą, to miałam jeszcze mniejsze pojęcie o tym, jak to jest być chłopcem, żeby tego mojego Synka jakoś przez życie poprowadzić. Założyłam sobie, że po prostu będę go kochać. Otoczę największą troską i dam mu z siebie to co mam najlepszego. To będzie spontaniczne rodzicielstwo, bez kreowania sztucznych sytuacji. Odpowiadałam na jego potrzeby wycofania się, ucieczki, przytulania i dawania wyrazu naszej wspólnej miłości. Czasem zachowywał się „inaczej” niż oczekiwali tego inni, a ja uczyłam się akceptować go takim jaki jest i radzić sobie z własnymi ograniczeniami. Dzisiaj robię to podwójnie 😉

pexels-photo(4)

Pamiętam, jak pewnego dnia kiedy zobaczyłam boksującego się na siłę z synem tatę, albo kiedy usłyszałam od innego tatusia, który mówił do swojego syna „nie maż się jak cipa”, zaczęłam się zastanawiać nad tym, czy ja dobrze robię. Może mój Syn, który jest ze mną w domu potrzebuje „twardego” wychowania. Wystawiania na próby, przekraczania jego granic, zabierania prawa do łez i do upadku, bo przecież „chłopaki nie płaczą”. Pomyślałam, że może robię mu krzywdę bo będzie miękki, empatyczny, uczuciowy. Potem przychodziło otrzeźwienie, że skoro mam tak wyjątkowe dla mnie dziecko, to chyba nie robię nic złego.

Dlaczego taka myśl do mnie przyszła? Bo gdzieś z tyłu głowy siedzą właśnie takie zdania „chłopaki nie płaczą”, „nie bądź jak baba – nie maż się”. Jakiś czas temu trafiłam na wykład pt. „Jak wychowywać chłopców” o tym, że chłopcy potrzebują szczególnego traktowania. Długo nie mogłam się przemóc żeby go wysłuchać, mając w sobie opór „jak to? mam synów i są jacyś inni, że mam ich jakoś inaczej wychowywać?”. Ciekawość zwyciężyła i obejrzałam. Okazało się, że specjalne traktowanie przejawia się w tym, że… należy ich przytulać, kochać, głaskać i okazywać czułość i zainteresowanie 😉 Tak naprawdę to nie jest szczególne traktowanie, bo każdemu człowiekowi należy się miłość i akceptacja. Z drugiej jednak strony odnosząc się do stylu wychowywania chłopców sprzed pokoleń, które sztucznie ich hartowały, żeby sobie poradzili, to jest specjalne traktowanie. Niektórzy niestety nadal to robią. Z tego hartowania wyrosło wielu poranionych mężczyzn z trudną relacją z własnym ojcem i kobietami. Warto znać kilka faktów, żeby nie powielać tych błędów, o czym wkrótce napiszę.

Społeczna świadomość jest w tak kiepskiej formie, że o tym się nie mówi. Wzór mężczyzny to wciąż macho man. W kierunku wychowywania dziewczynek na silne i niezależne kobiety dzieje się coraz więcej – na szczęście. Chłopcy są wciąż pod presją bycia twardzielami i o tym się nie mówi, bo dla społeczeństwa to oczywiste. Czy chodzi o zamianę ról? Nie, chodzi o prawo dla obojga płci do bycia sobą z całym wachlarzem emocji i zachowań. A może przydałaby się jakaś kampania „bądź czuły dla swojego syna”, „daj synowi prawo do uczuć”. Już widzę te protesty mężczyzn i chichot niektórych kobiet 😉 A przecież Robert Biedroń, najbardziej empatyczny człowiek ze świata mediów jest uwielbiany przez cały przekrój społeczeństwa. Na szczęście zdarza mi się obserwować ojców, który utulają swoich synów, którzy nie boją się powiedzieć publicznie „kocham Cię” i otaczają ich męskim wsparciem. Mam nadzieję, że takich zachowań będzie coraz więcej. Dużo mówi się o tym, że mężczyźni muszą się odnaleźć w nowym świecie i jest to trudne. Świecie, w którym kobiety są silne i wartości które za nimi idą to emocje, których oczekują od swoich partnerów. To nie są wygórowane oczekiwania. To w ogóle nie są oczekiwania. Tylko gdzieś, ktoś zapomniał powiedzieć mężczyznom że posiadają prawo do emocji, tak jak prawo do ich wyrażania. Nie tylko do złości.

Ciastka otrębowe

Ciastka Digestive są moimi ulubionymi. Słodko – słone z dodatkiem mlecznej czekolady. Już od pewnego czasu szukałam na nie przepisu. W końcu znalazłam kilka, chęci były, mały pomocnik kuchenny również, tylko… niektórych dość kluczowych składników nie było 😉 Mogłabym pójść do sklepu, ale jak już zdecyduję że coś zrobię, to muszę to zrobić już! 🙂 Powstała zatem radosna twórczość inspirowana kilkoma recepturami, ale główny składnik – OTRĘBY – pojawił się zupełnie niespodziewanie. I dobrze się stało, bo z tego eksperymentu powstały niezwykle smaczne i zdrowe ciasteczka, wzbogacone gorzką czekoladą – źródłem magnezu. Z uwagi na to, że są bogate w błonnik, który świetnie oczyszcza jelita, polecam do nich szklankę wody 😉


Składniki:

100 g mąki pszennej pełnoziarnistej
100 g otrębów owsianych
50 g cukru brązowego lub zwykłego (albo ksylitol)
1 łyżeczka proszku do pieczenia
1/4 łyżeczki soli
120 g masła
3-4 łyżek mleka krowiego lub roślinnego
1/2 tabliczki gorzkiej czekolady

Mąkę, otręby, cukier, proszek do pieczenia i sól wymieszać w misce. Dodać masło i zagnieść ciasto. Dodać mleko, aby ciasto było wilgotne i zwarte.
Blaszkę wyłożyć papierem do pieczenia. Na stolnicy rozwałkować ciasto włożone między dwa kawałki folii spożywczej i wycinać z nich kółka. Moja metoda to lepienie placków w dłoniach, wycinanie kółek, a następnie rozpłaszczanie ich dnem miseczki. Piec przez 15 minut w temperaturze 180 stopni C. Wyjąć z piekarnika i pozwolić im ostygnąć.
Rozpuścić czekoladę w kąpieli wodnej i posmarować nią ciastka od spodu.

0DSC05486

Pssst… gorzkiej czekolady też nie miałam 😉 Została mi czekolada 90% dość betonowa w smaku, ale od czego ma się odrobinę cukru i mleka 🙂 Nie ma rzeczy niemożliwych, szukajcie rozwiązań!

 

Czas czarownic

Zachodnie kobiety, czyli my jesteśmy wyemancypowane. Od ilości praw, które nam dano i na które zgodzili się mężczyźni poprzewracało nam się w dupach i chcemy wciąż więcej. A przecież emancypacja kobiet to zjawisko, które już się zadziało. Zatem zdębiali panowie pytają „ale o co Wam wciąż chodzi?”. Same panie przywołują przykłady kobiet z krajów Bliskiego Wschodu, które praw nie mają większych niż mrówka, na poparcie tezy że i tak mamy dobrze. Pocieszenie? Marne. Naprawdę się wyemancypowałyśmy? Co to właściwie dla nas znaczy?

pexels-photo-212410.jpeg

Mam takie poczucie, że gdzieś w naszych domach udało nam się stworzyć związki prawdziwie partnerskie. Porzekadło mówi, że głową rodziny jest mężczyzna. Mądre babki przekazały nam prawdę, że mężczyzna może i jest głową, ale kobieta szyją 😉 Nie chcę tu zaznaczać czyjejś wyższości czy władzy. Chodzi tylko o to, że w domach nasze kobiece szanse się wyrównują, choć w niektórych niestety nie. Ale na poziomie ogólnym wciąż coś z tą emancypacją nie gra. Obraz kobiety wyemancypowanej który mam, to obraz kobiety o którą walczą feministki. Równość przejawia się w prawie do realizowania się zawodowego, prawie do zaspokajania swoich potrzeb także seksualnych, nie będąc okrzykniętą ladacznicą, prawie do wykonywania tzw. męskich zawodów. I jak się nad tym głębiej zastanowić to w tym wszystkim chodzi nie o to, żeby mieć PRAWO jako takie, ale o to żeby być jak mężczyzna. Bo oto panowie wpuścili nas na boisko, drogie Panie, ale zasady gry wciąż są dyktowane przez nich – jak to trafnie ujął Wojciech Eichelberger.

Czytuję dumne deklaracje kobiet prężnych zawodowo „nie gotuję!”, „nie sprzątam!” „nie siedzę z dzieckiem w  domu!” tak jakby te czynności komukolwiek urągały. Niegdyś to panowie nie sprzątali, nie gotowali i się tym szczycili – jakaś analogia? Kobieta w biznesie zaistnieje o ile wejdzie w retorykę prowadzoną przez mężczyzn. Biznes to męski świat i takimi regułami się kieruje. Zatem kobiety dopasowują się, nie wprowadzając elementów natury kobiecej. Dlaczego? Może dlatego, że bycie istotą o innej wrażliwości niż mężczyźni, powoduje że tracimy ich respekt, bo taka kobieta to odbiorca niewybrednych żartów, albo żartów na temat jej miejsca w społeczeństwie czyt. w domu. Musimy więc zakładać maski twardzielek i dostosować się do męskiej gry. Pamiętam relację kobiety, która poprzez „wyemancypowanie” pracuje w środowisku budowlańców, ale ze względu na wciąż panujące męskie reguły gry jest odbiorcą ich ciągłego napastowania. A co powiecie o antykoncepcji? Na prawdę przez tych wiele lat nie można było wymyślić metody zapobiegania ciąży dla mężczyzn oprócz prezerwatywy? Dla kobiet można przebierać i wybierać, wkładki wewnątrzmaciczne, pigułki antykoncepcyjne, plastry, a co najciekawsze jest to ingerencja w gospodarkę hormonalną, niestety często nie bez konsekwencji zdrowotnych. Bardzo o nas dbają Panowie naukowcy 😉 Pewien pan redaktor odpowiedział pewnej pani w dyskusji o aborcji, że „dla mnie logiczne jest, że jeśli nie chcesz mieć dziecka to nie idziesz z  facetem do łóżka”, na co pani grzecznie odpowiedziała „Już widzę, jak pan redaktor „nie chcąc mieć dziecka z kobietą, nie idzie z nią do łóżka. Szowinizm i pogarda„. Za co Pan redaktor w przypływie równości praw panią zablokował w dyskusji. Taki to nasz świat równości. Dyskusje polityczne na temat naszych praw prowadzone są poza nami. Wciąż zarabiamy mniej, wykonując te same prace. Niegdyś w rozmowie o kobietach usłyszałam od mężczyzny, że w niektórych zawodach panowie są sprawniejsi i dlatego zarabiają więcej. Idąc drogą analogii powinni zarabiać mniej w zawodach właściwych kobiecym mocnym stronom. Ale tak się nie dzieje. Wyemancypowałyśmy się?

Kobiety dały sobie wmówić że mają równe prawa, a tymczasem łyknęły nieprawdziwą tezę, że aby być i czuć się wyemancypowanymi, muszą BYĆ takie jak mężczyźni. Ano nie muszą, bo równość praw polega nie na tym, że będę robiła to co mężczyzna, ale to co ja będę chciała. Zatem jeśli chcę zostać w domu, gotować obiady i sprzątać to też jestem wyemancypowana. Równość praw nie objawia się w naśladownictwie facetów, ale w stanie umysłu, w wolności wyboru. Poczuciu, że mam prawo decydować o tym, co i jak chcę robić. Mogę żyć w związku, w którym to mężczyzna kieruje rodziną i jeśli tak mi jest dobrze to też jetem wyemancypowana, bo JA zdecydowałam o tym, że chcę w tym być.

Na szczęście nastaje taki czas, w którym kobiety poznają swoją siłę, nie tą której źródłem są męskie wzorce, ale czerpią ze swojej natury. Organizują się, łączą, robią coś wspólnie. Nastaje czas intuicji i podważania praw objawionych. Buntu przeciwko temu co narzucone przez świat męski. Kobiety poznają swoją wartość ukrytą we wrażliwości, intuicji, wielozadaniowości, duchowości. Coraz częściej można zobaczyć kobiety, które wsłuchują się w to kim są, a nie w to kim inni powiedzieli im że maja być.

Czas czarownic nadchodzi Panowie 🙂

 

Dzień Błota :-)

18527475_1352346574885246_3535194198850715652_o

Kochani, szaleństwo!

Nasze maluchy, często z tak zwanego „chowu klatkowego” (czyt. chowane w blokach) nie mają możliwości utaplać się w błocie. Pamiętam smutnego chłopca na miejskim placu zabaw, w pięknym ubranku w jasnych kolorach za którym chodziła opiekunka upominająca go, by nie wchodził do piaskownicy bo się pobrudzi.
Któregoś lata wybraliśmy się do osady leśnej w Doboszówce, do przecudownych ludzi Małgosi, Marcina i ich synka. Tam przypomniałam sobie jak wygląda szczęśliwe dziecko, które wieczorem wraca ze stopami tak brudnymi, że aż trudno je domyć, a buzie przypominają mocno spracowanego górnika. Ehhh te czasy brudu… 😉

Pod banderą Wielkiego Zachwytu zachęcam Was do świętowania Międzynarodowego Dnia Błota, który odbędzie się 29 czerwca. Celebrujcie go we własnym gronie albo naszym 🙂 Bowiem zapraszam Was do wspólnego taplania się naszych dzieci i nas (jeśli zechcecie) w błocie. Założenia są proste:

  • pozwalamy dzieciom na swobodną zabawę w błocie,
  • wewnętrzną „spinę” zostawiamy w domu i jeśli mamy ochotę dołączyć do dzieci to zróbmy to!
  • zorganizujmy się; jeśli jesteście z Warszawy lub okolic może wpadniecie do mnie pod Warszawę na kawałek ziemi idealnej do błota, na której rośnie piękny stary dąb; albo jeśli chcecie miejsko to może nad Wisłę, a może macie inne pomysły?
  • przynosimy ze sobą kocyki, coś do jedzenia, może nawet uda się zrobić dla naszych błotnistych dzieci i nas błotnistych dorosłych (bo nie musicie mieć dzieci, żeby się ubłocić) jakiś błotnisty tort 😉
  • spotkajmy się 1 lipca, ponieważ 29 czerwca to środek tygodnia.
  • bierzemy w tym udział na własną odpowiedzialność pamiętając, że ziemia nie jest wysterylizowana 😀
  • jeśli będzie padało? Tym lepiej dla błota 🙂
  • jeśli macie jakieś pomysły to piszcie, zróbmy to razem!

Jeśli poczuliście błotnistego bakcyla odezwijcie się w komentarzu, co o tym myślicie, czy dołączacie, a wtedy ustalimy miejsce i dokładny czas 🙂
My będziemy świętowali na pewno 🙂 A Wy?

Wydarzenie na Facebooku: https://www.facebook.com/events/1324819474306007

Dzień Dziecka

Drogie Dzieci te malutkie, te większe i te już dorosłe,

bądźcie szczęśliwe takie jakie jesteście, podążajcie swoimi drogami, nie oglądając się na oczekiwania innych. Jesteście wyjątkowe od chwili, gdy powitał Was świat. Jesteście dla siebie sterem i okrętem, uwierzcie w to. Nikt nie przeżyje życia za Was i tylko Wy wiecie co jest dla Was najlepsze. Jesteśmy tutaj na chwilę, wykorzystajcie ten czas najlepiej jak potraficie. Tak, jak Wy uważacie że będzie najlepiej. Jesteśmy tu po to by być szczęśliwymi i to jest najważniejsze. Czerpcie to co najlepsze od tych, którzy dają Wam szacunek i widzą w Was człowieka.

„Nie ma dzieci – są ludzie; ale o innej skali pojęć, innym zasobie doświadczenia, innych popędach, innej grze uczuć” – Janusz Korczak

Wszystkiego najlepszego! 🙂

Kochani, jeśli chcielibyście podarować sówkę jakiemuś małemu człowiekowi, a może większemu to odezwijcie się pod komentarzem. Napiszcie co chcecie, może swoje wspomnienia z Dnia Dziecka, a może co Was uszczęśliwia, a sówka powędruje do Was 🙂

0dsc04035

 

Tarta kawowa Mocha

Pamiętam, gdy jako dwudziestoparoletnia kobieta powiedziałam swojemu księciu, że nie umiem gotować, żeby chłopak wiedział jaki egzemplarz trafił 😉 W posagu od mamy na nasze przedślubne mieszkanie dostałam kilka przepisów na zupy, od teściowej drugi bardzo sentymentalny zeszycik z kilkoma potrawami. Obydwie mamy postarały się, żeby było wszystko przekazane jak krowie na rowie i słusznie, bo krową na rowie wówczas byłam 😉 Null, zero doświadczenia w gotowaniu. I w tych naszych pierwszych wynajmowanych 30 m2 i maleńkim aneksie kuchennym w jakimś robionym rzemieślniczymi metodami piekarniczku robiliśmy wszystko na co mieliśmy ochotę. Od pieczenia chleba, przez canneloni, po ciasta i ciasteczka. Nauczyłam się, pokochałam kuchnię, ucztowaliśmy w sobotnie poranki przy naszym maleńkim stole i organizowaliśmy nasze rodzinne spotkania na kilkanaście osób.

Pieczenie wyssałam z mlekiem matki. Dzisiaj nagle zorientowałam się, że sprawia mi to ogromnie dużo radości, że kiedy piekę włączam ulubione płyty. Tańczę przy nich, śpiewam, a czasem tak się zapominam, że wstawiam do piekarnika biszkopt bez tłuszczu i potem muszę robić drugi 😉 Wkładam w te moje ciasta dużo energii, to taka „twórczość” spod moich rąk i z moim zaangażowaniem. Nie ma w  nim strachu, że ktoś mnie oceni, że coś nie wyjdzie, jest ekscytacja jaki będzie finał pracy. W sklepach internetowych z artykułami cukierniczymi czuję się jak dziecko w sklepie z zabawkami. I nagle z tej chyba mogę powiedzieć już pasji porobiło się tak, że jeśli mam komuś podarować coś od siebie, tak od serducha to do głowy przychodzi mi właśnie ciasto. I tak było tym razem.

Niektóre przyjaźnie trwają długo, przechodzą przez burze, nawet z gradobiciem ;-), przepływają przez nie morza i oceany, przechodzą tory i autostrady, umacniają się po to, by przeżyć kolejny kryzys, a potem znów się zbliżyć. Niesamowite jak bardzo się zmieniamy, a mimo wszystko kroczymy wciąż obok siebie, ze sobą, ucząc się siebie nawzajem. Poznałyśmy się na studiach i tak nam zostało i dla Niej ta tarta… 🙂 Dla Kogoś kto nauczył mnie uśmiechać się do ludzi i wierzyć w nich 🙂

Kochana wszystkiego co najlepsze! 🙂


Składniki (spód):

140 g ciastek digestive lub owsianych z ciemną czekoladą lub owsianych z dodatkiem 50 g roztopionej czekolady (najlepsza wersja to ta z digestive ;-))
2 łyżki cukru pudru
70 g roztopionego masła

Ciastka rozdrobnić w malakserze, dodać cukier puder i masło wymieszać, a następnie wygnieść masą spód tortownicy o średnicy 20 cm. Wstawić do lodówki.

Masa:

2 płaskie łyżeczki kawy rozpuszczalnej
2 łyżki gorącej wody
300 ml schłodzonej śmietanki kremówki 36%
200 g białej czekolady

Kawę rozpuścić w wodzie i odstawić do ostygnięcia. Czekoladę połamać i rozpuścić w kąpieli wodnej, ostudzić. Śmietankę ubić na sztywno na małych obrotach miksera, dodać rozpuszczoną kawę i chwilę miksować. Dodać bitą śmietanę do czekolady i wymieszać łyżką. Masę przełożyć na spód i zostawić w lodówce na minimum 3 h. Udekorować i pałaszować 😉

0DSC05464

 

 

źródło: Kwestia Smaku

Kiedy powiem sobie dość

…wybrzmiewają słowa piosenki. Wiesz o tym, że frustracja bierze się z oczekiwań. Starasz się żyć nie tworząc scenariuszy, ale pragnienia bywają silniejsze i wyrywają się spod rozumowych rozwiązań. Ty wszystko wiesz. Jak myśleć, żeby było lżej, jak żyć żeby było lżej, w zgodzie z tym co nas otacza. Teoretycznie tak, a nawet praktycznie Ci się udaje. Szukasz zawsze dobrych stron patowych sytuacji.

Kiedy dostajesz od życia jeden strzał, potem drugi, trzeci, czwarty, to trzymasz fason, przecież po coś to wszystko do nas przychodzi, to musi mieć sens. Wcale nie religijny, taki zwyczajny sens. Czegoś nas to nauczy. Nigdy nie pytasz „dlaczego?”, bo niby w czym jesteś lepszy od innych, żeby Tobie to się nie przydarzyło. Patrzysz na plusy i czujesz wdzięczność, że to jednak Ty się czegoś nauczyłeś.

Ale przychodzi taki czas gdy opadasz z sił i to ukryte pytanie przedziera się, aż wreszcie eksploduje dźwięcznym, głośnym DLACZEGO? PO CO? Nie masz siły na mądre filozofowanie i wznoszenie ponad prosty odbiór, że coś jest złe, albo dobre. Chcesz pytać „ile jeszcze?”.

pexels-photo-27058

Ktoś pięknie napisał: Czasem przychodzi w naszym życiu taki etap, który jest odpuszczeniem próbowania i przeczekaniem. I na tym właśnie etapie wszelkie próby działania, zmiany, naprawiania, parcia na siłę do przodu etc. będą spełzać na niczym, bo to taki jest czas. To trochę tak, jakby chcieć w zimie sadzić kwiaty i bardzo się martwić, że nie chcą zakwitnąć… Ważne żeby zrozumieć, a potem o tym pamiętać, że cała przyroda, której jesteśmy częścią ma swoje cykle, pory roku, przypływy i odpływy etc. Na wszystko jest odpowiedni czas, okres, etap. Stara wschodnia mądrość uczy, że bywają takie chwile w życiu, w których lepiej nam zrobi działanie poprzez niedziałanie, czyli po prostu wzięcie na wstrzymanie, po prostu bycie tu i teraz i odpuszczenie wszystkiego, w tym również przymusu ciągłego posuwania się naprzód – pójścia dalej.”*

Ja też czasem pytam „dlaczego?” i czekam, bo nie mam pomysłu ani siły na wyjaśnienia.

*Izabella Kominek-Riege