Cisza

Cicho tu jakoś i spokojnie 😉 Ale jestem i żyję 😉 Tegoroczne wakacje upływają mi w bliskim kontakcie z naturą i bardzo ograniczonym dostępem do Internetu. Dzięki temu mam więcej czasu dla dzieci i na spokój w głowie. Gonitwa myśli zatrzymana. Po powrocie nadrobię wpisy, bo nie próżnuję 😉 Dzieje się. A tymczasem odpoczywajmy!

WP_20170702_15_02_58_ProNa zdjęciu jeden z naszych wakacyjnych towarzyszy 🙂

Sernik pleśniowy (wytrawny)

Ten sernik był formą prezentu dla najbliższej mi osoby. Niesamowicie wspierającej, zawsze i wszędzie. Ten Ktoś jest reprezentacją bezwarunkowej miłości. Życzę Wam byście taką osobę na swojej drodze spotkali. Bardzo chciałam zrobić ten sernik, bo ten Ktoś lubi sery pleśniowy, których ja nie znoszę, więc to był wyjątkowy wyczyn z mojej strony. Znieść ten zapach i… ten smak 😉 Nasz Młody pytał „mamo co tu tak śmierdzi?” 😉 W przepisie podane były składniki, ale nie konkretne ich ilości. Robiąc go czułam się jak czarownica, która miesza w garze coś, nie wiedząc tak naprawdę co. Doznanie ekscytujące 😉 Szczególną radość sprawiało mi zrobienie galaretki z gruszek, pomarańczy, imbiru i herbaty. Długie gotowanie, podlewanie gruszki mhmm 🙂 Przepis pochodzi z programu Bake Off – Ale ciacho! i jest pomysłem Małgosi Nagat.

0DSC05760

0DSC05763

Tort szpinakowy

Kolejny poziom wtajemniczenia – żywe kwiaty na torcie. Wiedziałam, że będą to eustomy, bo bardzo lubię te kwiaty. Trochę przypominają róże, ale wydaja mi się mniej oficjalne, więc bardziej odpowiadały moim upodobaniom 😉

Tort, który z założenia miał być prosty i elegancki dekoracyjnie. W środku, być może ku Waszemu zaskoczeniu, blaty szpinakowe przełożone kremem śmietankowym i plasterkami truskawek. Jak widać znane już ciasto szpinakowe może być prostym ciastem z keksówki, ciastem przełożonym kremem albo tortem – wszystko zależy od naszej inwencji. Nam bardzo w tym wydaniu smakował 😉

Może wyglądać tak:

0DSC03305

Albo tak:

0DSC05730

0DSC05732

Czas

Czas – abstrakcyjny konstrukt. Coś co nie istnieje. Coś co miało ułatwić nam życie, a stało się naszym władcą. Jesteśmy zniewoleni upływającym czymś. Wszystko podporządkowaliśmy odliczaniu sekund, minut, godzin, lat. Ten abstrakcyjny konstrukt bezdusznie dyktuje nam kiedy jeść, wstać z łóżka, czytać etc. Szkolimy się w zarządzaniu czasem. Mówi nam czy wypada założyć spódnicę, a w gorący dzień zdjąć koszulę. Dyktuje czy możemy w życiu zająć się czymś innym niż dotychczas. Odpowiada na pytanie czy wypada? Czy możemy zmienić swoje życie czy nie i czy powinniśmy JUŻ.

Czas dyryguje naszym dniem, szybkimi, intensywnymi i nerwowymi porankami. Pokazuje czy jesteśmy wystarczający sprawni i zaradni. Jak szybko zdobędziemy stanowisko, wykonamy zadanie, założymy rodzinę. Czas – zabójca spontaniczności, bliskości, relacji, dobrego samopoczucia? Lubimy być jego niewolnikami.

A gdyby tak…zniknął czas. Gdybyśmy wyrzucili wszystkie zegary?

pexels-photo-280352

Czy nasze dzieci rankiem przestałyby być poganiane? Czy przestalibyśmy powtarzać co 5 minut „pospiesz się”, „szybciutko”, „bo się spóźnimy”, „nie guzdraj się”. Przestalibyśmy je ciągnąć za sobą, wzdychać i fukać, biec na autobus, przerywać najlepszą zabawę bo już CZAS się kapać, CZAS się położyć, nie ma już CZASU na kolejnego przytulasa, setnego buziaka, jeszcze jedną bajkę, książkę, opowieść, pytania i odpowiedzi?

Jest czas wakacji, wyjazdów, urlopów – szansa na wyzwolenie ze szponów dyrygenta. Może to dobry moment na to, żeby przez tydzień, dwa tygodnie dostosować się do bycia razem, do rytmu biologicznego, do naszych potrzeb. Spróbować nie patrzeć na tarczę z przesuwającymi się wskazówkami, na migające cyferki. Przytulać się kiedy chcemy, pójść spać kiedy chcemy, zjeść wtedy kiedy jesteśmy głodni, bawić się kiedy tego potrzebujemy. Ograniczmy wpływ CZASU do minimum. Niech przez tych kilkanaście dni czas będzie dla nas, a nie my dla czasu.

Zwolnijmy chociaż na chwilę 🙂

Co na to Twój Czas? 😉

Tort Star Wars

Niektóre pomysły na torty rodzą się powoli. Nie potrzebują długich przygotowań, fragmenty całości wpadają do głowy spontanicznie. Ten tort miał być wyjątkowy. Wiedziałam, że ma być niespodzianką dla solenizantki i jaki ma być jego temat przewodni. Nie wiedziałam tylko czy podołam wyzwaniu jakie sobie postawiłam 😉

Mistrz Yoda jawił mi się jako postać niemożliwa do ulepienia moimi rękami. Późnym wieczorem (jak na matkę przystało ;-)) zasiadłam sceptycznie do zagniatania masy cukrowej i barwienia jej. Dałam sobie prawo do tego, żeby się nie udało 😉 Ale… jakoś wyszło 🙂

Bliskie mi jest podejście wykonania tortu takimi metodami, żeby ładnie wyglądał i dobrze smakował. Masa cukrowa choć elegancka jest u mnie na cenzurowanym, więc testuję inne metody pokrywania tortów. To było dla mnie nowe „tynkowe”, czekoladowe doświadczenie 😉 Niesamowicie smaczne 🙂

Tort był bezglutenowy, składał się z czekoladowych blatów, malinowej frużeliny i śmietankowego kremu na bazie mascarpone i śmietanki kremówki. Blaty lekko nasączone nalewką malinową.

Tort był dla mnie wyjątkowy, bo wyjątkowo dobrze mi się z nim pracowało. Uściski, zaskoczenie solenizantki, miłe słowa gości i moich najbliższych były najlepszym zwieńczeniem mojej pracy.

Oto on!

0DSC05817

0DSC05821

Ciasto miętowo – truskawkowe

Połączenia w kuchni bywają zaskakujące, odkrywcze i jakby to powiedział pewien klasyk… nieoczywiste. Moim odkryciem było połączenie słodkiego kremu z ziołami. Tak bardzo intrygujące, że musiałam tego zestawienia smaków wypróbować. I tak powstało autorskie ciacho wiedzione pokusą poczucia smaku mięty, truskawek, orzechów i kakao. Ciasto, które mam nadzieję doczeka się nieco innej wersji z bardziej intensywnymi smakami i bardziej gorzkim czekoladowym spodem. Ale już to, które Wam pokażę było interesującym doznaniem dla podniebienia.

Do rzeczy!


Składniki (spód):

1 jajo
1,5 szklanki mąki pszennej
125 g masła
0,5 szklanki cukru (dałabym mniej)
1/2 łyżeczki proszku do pieczenia
3/4 szklanki posiekanych orzechów włoskich

Składniki (krem):

330 ml śmietanki kremówki 30% albo 36%
250 g mascarpone
ok. 1 łyżka cukru pudru (próbujcie i dobierajcie poziom słodyczy)
doniczka mięty

Dodatkowo:
truskawki

Mąkę przesiać, dodać cukier, proszek do pieczenia, orzechy, masło i posiekać. Dodać jajko, zagnieść. Włożyć do lodówki na godzinę. Dno tortownicy o średnicy 24 cm wyłożyć papierem do pieczenia. Wyłożyć dno i boki tortownicy ciastem i piec w temperaturze 180 stopni C do suchego patyczka. Wystudzić.

Śmietankę doprowadzić do temperatury wrzenia. Dodać porwane liście mięty i podgrzewać przez kilka minut, tak aby zioła oddały jak najwięcej aromatu i smaku. Zdjąć z palnika i wystudzić. Włożyć do lodówki najlepiej na noc, albo na kilka godzin aby śmietanka dobrze schłodziła się. Do misy miksera włożyć mascarpone, miętową śmietankę oraz cukier puder. Ubijać do powstania gęstego kremu.

Wyłożyć krem na kruche ciasto. Udekorować truskawkami i świeżymi listkami mięty.

0DSC057170DSC05724

Tajemniczy kredens – Scena Elfów

Miasto ma swoje minusy, beton, przesadna dbałość o czystość dzieci (nawet na placu zabaw), dziki pęd. Ale ma swoje plusy, do których niewątpliwie zaliczam dostęp do kultury 🙂 A w dzisiejszych czasach ten dostęp mają nawet dwuletnie dzieci.

SCENA ELFÓW moje odkrycie! Jeśli kiedyś będziecie w Warszawie przejazdem koniecznie zajrzyjcie. Lubię gdy spektakl, koncert odbywa się w kameralnym miejscu. I tam, tak właśnie jest. Ukryta w Galerii Freta na starówce, przy ul. Freta 39. Musicie wejść i zapytać czy to na pewno tutaj, bo z zewnątrz to nie jest oczywiste 😉 A potem schodzicie do piwnicy, idziecie ciemnym korytarzem, który prowadzi do niewielkiej sali, która… przesiąknięta jest sztuką dla dzieci.

17-czerwca-Tajemniczy-kredens-Scena-Elffów-teatr-lalek

 

Uwielbiam lalki w spektaklach dla maluchów. Wybraliśmy się na muzyko – spektakl na mapety „Tajemniczy kredens”. Spektakl wyjątkowy, bo interaktywny, w którym publiczność ma swój udział. I coś co lubię najbardziej – muzyka na żywo. Fabuła opiera się na poszukiwaniu odpowiedzi na pytanie „co lubisz najbardziej?”, przez które przeprowadza nas Kłębuszka i jej mapety: Myszka, Żabollo, Zając, Lisica, Wilk i Miś.  Wszystko było spójne i oglądałam przedstawienie z uśmiechem, patrząc na zachwycone buzie dzieciaków tych 2- letnich i tych 6 – letnich 🙂 Nie napiszę więcej, bo mam nadzieję, że się wybierzecie.

Lale, półmrok, krzesła z czerwonymi obiciami, fantastyczna gra Kłębuszki czyli Pani Weroniki Lewoń sprawiły, że przeniosłam się do czasów dzieciństwa i na pewno będziemy do Elfów wracać. Jeszcze jedna ważna rzecz – nie znajdziecie tutaj podwyższonej sceny. Powitają Was poduszki na dywanach i bliski kontakt z artystami oraz możliwość bliższego poznania bohaterów 😉

Nawiązując do mojego cyklu na Facebooku [RODZINA NA WYCHOWAWCZYM], ceny biletów są baaardzo przystępne. Wybierzcie się, obejrzyjcie, bo naprawdę warto!

Aha! Spieszcie się, bo do końca sezonu pozostały tylko dwa spektakle:
24.06 – Cudny Dzień
25.06 – Pomponiara i Kłębuszka