Mikołaju Święty nie bądź nadęty

Nasza kultura, a raczej przekaz który niesiemy pokoleniowo mówi, że Mikołaj jest dobry ale… dla grzecznych dzieci. Tym, które nie są grzeczne wręcza rózgi, zamiast prezentów. To tak jak Bóg, jest miłosierny, ale każący. Nie wolno nam grzeszyć, bo spotka nas kara. I tak też jest z Mikołajem. A przynajmniej  tak by chcieli dorośli.

santa-claus-christmas-beard-celebration-41963.jpeg

Jak uzasadniamy grzeczność dzieciom? Mają nie bić, nie przezywać, nie mówić brzydkich słów, a nade wszystko być POSŁUSZNE i nie sprawiać trudności. I tutaj pojawia się nasz grzech, bo wpajając dzieciom całą ideologię Mikołaja karzącego, próbujemy na nich wywrzeć wpływ. A skoro wpływ to manipulujemy nimi. Po co? By było nam lżej i łatwiej.

Ciekawe, że chcemy by nasze dzieci myślały samodzielnie, co niewątpliwie związane jest z oporem, podważaniem, sprawdzaniem. Tego większość dorosłych nie lubi. I na tą szczególną chwilę wzywają Mikołaja, który załatwi za nich robotę dyskutowania, argumentowania, ustalania, słuchania potrzeb, wyrażania potrzeb i szukania kompromisów.

Co robią dorośli, którzy potrzebują pomocy w tym, żeby dzieci ich skutecznie wysłuchały? Ano wpisują dzieci na czarną listę dzieci niegrzecznych, chwilę przed przyjściem Mikołaja, aby potem dobrotliwie oświadczyć, że nie dadzą mu tej listy. Niezły przekręt co? Nie dość, że uzyskają posłuszeństwo – bo przecież dziecko na tego starszego Pana czeka cały rok – to jeszcze będą rycerzami na białym koniu, który opuścił na swego poddanego łaskę. Albo chowają prezent wysoko poza zasięgiem dzieci „dał ci Mikołaj, ale ponieważ nie jesteś posł….przepraszam grzeczny, to ja Ci zabieram ten prezent”, dziecko wyje, a potem „no dobra dam Ci, jak się poprawisz”. Albo dziecię nie chce założyć butów, a nad nim grzmi dorosły „a Mikołaj patrzy, co robisz!”. Albo „dzieci co dostaniecie od Mikołaja w przedszkolu?” Dorosły: „on to na pewno rózgę”.

Kąciki ust opadają mi do dołu, bo każdego roku jest tak samo. Lubię Boga – jeśli istnieje – jeśli mnie kocha i mi wybacza, jeśli akceptuje moją niedoskonałość, jeśli nie muszę padać przed nim jak przed moim właścicielem, bo to mi przypomina czasy niewolnictwa. Uwielbiam Mikołaja, który jest kochającym starszym Panem, który uwielbia te wszystkie dzieciaki, urwisy i łobuziaki. Takiego, który powie „wierzę w Ciebie, że nie będziesz już tak rozrabiał” i da dziecku prezent. Chciałabym, żeby dzieci wśród tych wszystkich dorosłych wątpiących, którzy uwielbiają nimi manipulować, mieli tego swojego Mikołaja idealnego, dla którego nie muszą zasługiwać na bycie kochanymi. I dlatego moje dzieci mają prawo zapytać KAŻDEGO dorosłego, który powie im, że dostaną rózgę za bieganie, czy ów dorosły również dostanie rózgę, za krzyczenie? Mają prawo powiedzieć, że Mikołaj dlatego jest Święty bo jest dobry, a prezenty zabierają źli dorośli. I to mam nadzieję wbiją sobie do głowy na zawsze i nie będą się bali dyskutować z tymi, którzy w bardzo brzydki sposób chcą nimi manipulować w tym szczególnie pięknym (?) czasie przygotowań do Świąt, pełnych dobra (?), miłości (?) i szacunku (?)

Amen

Reklamy

Życie „bez”

Wiecie czego boję się w życiu? Autorytetów. Ludzi, którzy nadają sens i drogę w życiu innym ludziom. John Nash mówił, że autorytety zamykają umysł, człowiek przestaje samodzielnie myśleć, powtarzając zdania wypowiedziane przez innych.

pexels-photo-450059.jpeg

Przyglądam się temu zjawisku szczególnie z perspektywy rodzica. Widzę bardzo zorientowanych ludzi na „tylko las”, „bez słodyczy”, „bez elektroniki”, „bez pochwał”, „bez nagród”, „bez krzyku”. Zadziwiają mnie zdania niektórych środowisk, które zasady, reguły wrzucają do jednego worka „uciemiężenie dzieci” i naprawdę boję się o nasze społeczeństwo. Te wszystkie „bez” są mądre, ale w rozsądnych dawkach. Nie żyjemy w wyizolowanych społecznościach, żyjemy w społeczeństwie niesamowicie zróżnicowanym. Mało tego, żebyśmy żyli w tym społeczeństwie potrzebne są różne reguły i zasady. Nie sztuką jest dzieciom powtarzać „bez”, sztuką jest dzieci nauczyć, jak radzić sobie gdy inne dzieci mają nos wbity w tablet, a one ten tablet też chcą, na każdy posiłek zjadają słodycze, a nasze nie, które stosują przemoc słowną, fizyczną. Napiszę coś z mojego podwórka. Kiedy mój starszy syn się urodził pilnowałam żeby nie mówić do niego że jest „grzeczny/niegrzeczny”. Mój „błąd” został naprawiony w przedszkolu, kiedy przychodził do domu mówiąc „a Pani powiedziała, że dzisiaj byłem grzeczny”, albo znajoma której maluszek mówił w domu „mamusiu to moja wina”, ku jej zaskoczeniu skąd zna takie sformułowanie. Albo dziecko bez słodyczy, które na pierwszej imprezie u kolegi bez rodzica, nachapało się tyle słodkości że rzygało jak kot. Albo dziecko, które ma mocno ograniczony dostęp do elektroniki, wpadające do kolegi i okupujące x-boxa zamiast zainteresowania towarzystwem. Dokąd zmierzamy?

Niepokoi mnie to, że mocno wyizolowane informacje z terenów mocno psychologicznych trafiają nie obrobione do wszystkich. Tak zwane bezstresowe wychowanie nie wzięło się z zamiłowania rodziców do tego, żeby dzieci uprawiały samowolkę, ale moim zdaniem z tego, że ekspertom łatwo wypowiadać się w telewizji, nie szkoląc rodziców w ich stosowaniu. A tak jak w prawie, każdy ma swoją interpretację informacji. Ostatnio znajomy logopeda powiedział mi bardzo trafne zdanie „psychologia to operacja na żywym organizmie”. I dlatego boję się wyznawców teorii. Ludzi, którzy mają wypisane na czole NVC, Rodzicielstwo bliskości, Behawioralna. Ludzi u których brakuje syntezy, elastyczności, wyrozumiałości, cierpliwości i szerszego oglądu sytuacji. Bardzo cenię te wszystkie nurty, są bardzo zorientowane na człowieka, bardzo chciałabym żyć w takim świecie, w którym ludzie kierują się tylko takimi zasadami, którzy szanują przyrodę i mają świadomość bycia jej częścią. Ale nie żyję i jeszcze długo nie będę żyła. Moje dzieci nadal będą się spotykały z krzyczącymi ludźmi i matką która co jakiś czas traci cierpliwość, z dziećmi które będą je obrażały, z dorosłymi, którzy nie dadzą im prawa głosu. Chcę, żeby oprócz bycia „dobrymi” zgodnie z teoriami, potrafiły sobie radzić ze światem który tych teorii nie zna. Chcę by były członkami całego społeczeństwa, widziały ludzi pijących, sfrustrowanych, krzyczących, a nie polukrowany świat.

Cieszę się gdy moje dzieci się spierają, czasami nawet się szturchają, bo to oznacza że są normalne. Najcudowniejsze jest to, jak za chwilę się przepraszają i bawią dalej. Kiedy widzę że moje dziecko szturchało się z kolegą i oberwało w oko, wkurza mnie to. A następnego dnia, kiedy widzę, że z tym samym kolegą przytulają się i wspólnie bawią, czekają na siebie w szatni, to wiem, że oni są normalni. Normalniejsi niż dorośli, którzy mieliby ochotę podszeptać „nie baw się już z nim, uderzył Cię”. Najbardziej cieszę się gdy zawierają sojusz przeciwko nam, dorosłym, próbując uzyskać to na czym im zależy. To takie NORMALNE.

Karolina Korwin-Piotrowska, kilka dni temu powiedziała, że akcja #meetoo spowodowała, że w środowiskach zawodowych mężczyźni ostrożniej witają kobiety. Nie ma już buziaczków, przytulasków. Amerykańska moda sprzed kilkunastu lat skracania dystansu, bo tak jest fajnie i swojsko odchodzi w zapomnienie. Wraca kindersztuba. Wracają zasady, które są wyrazem szacunku do drugiego człowieka. Zasady nie są złe, o ile nie są na siłę, o ile nie reprezentują TYLKO interesów jednej strony, o ile pomagają funkcjonować wspólnie. Chciałabym żyć w społeczeństwie, w którym dziecko ma prawo nie witać się z babcią, ale ją szanuje i zamiast przytulańca i całusa, powie „dzień dobry”. Nie chcę żyć w społeczeństwie o którym opowiadają mi znajomi. W którym nie dostrzega się osób starszych, w którym nie szanuje się prawa innych do spokoju, bo „dziecko może się wykrzyczeć”, bo ma prawo. Każdy ma prawa w tym społeczeństwie i dorośli i dzieci. Nie mniej i nie więcej. Tyle samo. Ale mamy też obowiązek przestrzegania zasad i reguł jeśli chcemy być częścią tego społeczeństwa. Sztuką jest szukać kompromisów i mieć w sobie empatię dla drugiego człowieka, a nie zasłaniać się prawami i mądrymi teoriami.

Seksualne dzieci

Seksualność dzieci kojarzy nam się z tym co brudne. Pierwsze skojarzenia to naruszenia w tej sferze: pedofilia, zaburzenia, zboczenia, gwałty, kazirodztwo. Jak bardzo chore mamy umysły, że nie kojarzy nam się z… człowieczeństwem i przyjemnością.

Do dzisiaj dźwięczą mi w głowie słowa znajomej, która relacjonowała: „proszę kupić dziecku atlas anatomiczny, bo podgląda koleżankę!”, albo „znowu oglądały swoje cipki w ukryciu”, „łapali się za siusiaki”, „używają słów siusiak, cipa, dupa – to niedopuszczalne”, „złapał mnie na piersi!!!”, „dotknął mojej pupy!”, „bawią się w doktora”. Istna Sodoma i Gomora. A dzieci zwyczajnie niewinnie eksplorują świat człowieka 😉

shells-massage-therapy-sand.jpg

Od narodzin, jeśli nie od poczęcia jesteśmy istotami seksualnymi, zdefiniowanymi choćby poprzez płeć. Ale seksualność, która z kolei w pozytywnym jej wydźwięku kojarzy nam się tylko z seksem – głodnemu chleb na myśli – to także nasza emocjonalność, bliskość i relacje. My, dorośli wiemy już czym się od siebie różnimy w zakresie skarbów ukrytych w majtkach, ale dzieci jeszcze tego nie wiedzą. A tak jak chcą się dowiedzieć czy kolega ma siostrę, tak chcą się dowiedzieć czy kolega lub koleżanka wyglądają „tam” tak samo. A jeśli nie, to jak? Pisząc to, zachwycam się ich badawczemu podejściu do życia 🙂 Kiedy zobaczymy przejawy zainteresowań dzieci płcią (tą samą lub przeciwną) nasze sprośne myśli szybują w kierunku obrazów, na których dzieci uprawiają miłość, już widzimy tą patologię i rodzi się w nas strach, lęk, wstyd, a zaraz potem agresja. Słowna, a nawet fizyczna.

bach, po łapach! rączki trzymamy na kołdrze!

Mam nieodparte wrażenie, że jako dorośli o seksualności wiemy naprawdę niewiele. Rozwój seksualny jest częścią składową naszego zdrowia. My, jako rodzice, pedagodzy mamy OBOWIĄZEK znać wiedzę, która pozwoli nam wspierać nasze dzieci w optymalnym rozwoju. Gdyby ktoś miał wątpliwości czy ma obowiązek, wspomnę o Deklaracji Praw Seksualnych, której jako kraj jesteśmy sygnatariuszem i która jest rekomendowana przez WHO. Z szesnastu praw, wynikających z ogólnych praw człowieka przytoczę te najważniejsze z punktu widzenia dzieci:

– prawo do wolności seksualnej,

– prawo do seksualnej odrębności, integralności i bezpieczeństwa cielesnego,

– prawo do prywatności seksualnej,

– prawo do seksualnej równości,

– prawo do seksualnej przyjemności,

– prawo do emocjonalnego wyrażania seksualności,

– prawo do swobodnego kształtowania kontaktów seksualnych,

– prawo do seksualnej informacji opierającej się na badaniach naukowych,

– prawo do wyczerpującej edukacji seksualnej.

Zatem niech Was nie korci udawanie, że Wasze dziecko nie ma części ciała i nie interesuje się tematami, o których cicho sza! A gdybyście mieli wątpliwości czy rozwija się prawidłowo – bo oczywiście zaburzenia się zdarzają – seksuolodzy podają normy dla konkretnych przedziałów wiekowych. Za normalne zachowanie, będące okazją do rozmowy z dziećmi o seksualności uznaje się:

  • w grupie 4-5 latków brak zawstydzenia nagością, dotykanie swojego ciała i genitaliów, masturbacja, która nie zakłóca normalnego funkcjonowania dziecka, ciekawość dotycząca części i funkcji ciała, dotykanie genitaliów innych dzieci podczas kąpieli lub zabawy, zabawy związane z oglądaniem lub dotykaniem części ciała innych dzieci, interesowanie się intymnymi częściami ciała dorosłych, ciekawość i pytania dotyczące sfery seksualnej;
  • w grupie 6-10 latków poczucie wstydu wynikające z nagości, dotykanie swoich genitaliów, masturbacja ze świadomością czynności prywatnej, ciekawość dotycząca genitaliów innych dzieci, zaciekawienie seksualnością, wypowiedzi z użyciem wulgaryzmów, wyrazów opisujących czynności fizjologiczne lub nazw intymnych części ciała.
  • w grupie 11-14 latków rosnące zaciekawienie i poszukiwanie informacji na temat seksualności, rosnącą potrzebę prywatności, masturbację na osobności, rozmowy o seksie, zainteresowanie i/lub uczestnictwo w młodzieńczych związkach, przytulanie się, całowanie, dotykanie ze znajomymi rówieśnikami, wzajemne oglądanie i porównywanie intymnych części ciała wśród rówieśników tej samej płci
  • w grupie 15-17 latków wyraźną potrzebę prywatności, masturbację na osobności, poszukiwanie informacji na temat seksualności, oglądanie materiałów erotycznych w celu osiągnięcia podniecenia seksualnego, rozmowy zawierające treści jawnie seksualne, wulgaryzmy i żarty o podtekście seksualnym, zainteresowanie lub bycie w związku z inną osobą, czynności seksualne z partnerem w podobnym wieku i o podobnym stopniu rozwoju.

Niektórym ciśnienie podskakuje na myśl, że dziecko może się masturbować. Uspokajam, jak pisał A. Samson, dziecko, które ma do wyboru masturbowanie i inną aktywność nie związaną z seksualnością, wybierze to drugie. Zresztą nadmierna masturbacja jest także przejawem napięć, które przeżywa dziecko. Zatem zamiast się gorszyć warto się zastanowić co się dzieje.

Zgorszenie, które przeżywamy na samą myśl o tym, że dzieci są istotami seksualnymi bierze się stąd, że sami nie potrafimy o tej naszej części człowieczeństwa rozmawiać. Zamiast używać słów nazywających części ciała: penis, pochwa, cipka, siusiak, seks, wolimy używać słów „to”, „tamto”, „oj no wiesz o co mi chodzi”, „robić to”. Nasza fałszywa pruderia sięga zenitu. Dlaczego fałszywa? Ano dlatego, że raczej urodziliśmy się, bo nasi rodzice uprawiali seks, co więcej dotykali się, oglądali się, a nasze dzieci co wysoce prawdopodobne także nie powstały z nasionek zasadzonych w glebie, albo nie wypadły z dzioba bociana. A może ja o czymś nie wiem? Nie sądzę byśmy urodzili się po to, by cierpieć. Natura wyposażyła nas w doznania przyjemności, które dotyczą naszej sfery seksualnej. A przyjemność to ta część naszego życia z której raczej nie rezygnujemy dobrowolnie. Po co więc zaprzeczać jej istnieniu w sferze seksualnej?

A co się stanie z tymi naszymi maluchami, które dostają po łapach kiedy się dotykają, które zawstydzamy publicznie, gdy badają swoje ciała nawzajem, które gromimy gniewem za normalne zachowania? A co być poczuł, gdyby ktoś dawał Ci do zrozumienia, że fakt jedzenia przez ciebie brokuła jest nienormalny i tresował Cie jak psa, uderzając prądem po rękach zawsze gdy po niego sięgasz? A co by się stało gdyby wśród Twoich znajomych ktoś publicznie powiedział „Ty wiesz co on zrobił??!!! Zjadł brokuła, co za zboczeniec!” Czułbyś się nieadekwatny, nie na miejscu, dziwny, odstający, nieakceptowany, napiętnowany, zboczony, osamotniony, odrzucony?

Ja tak.

Zatem zanim zrugasz swoje albo czyjeś dziecko za to że jest normalne, zajmij się swoim wstydem, swoim stosunkiem do własnego ciała, a zaraz potem przytul dziecko i porozmawiajcie o tym skąd się wzięło.

Tylko błagam nie o motylkach i pszczółkach… 😉

I pamiętaj, masz jedyną szansę, by o seksie Twoje dziecko dowiedziało się wartościowych rzeczy. Jeśli ją przepuścisz ono się dowie, od kolegów, z Internetu, z gazet. Twoja pozycja przewodnika zostanie zastąpiona rolą nudziarza, który gimnastykuje się w rozmowie o seksie z nastolatkiem, który wie już w tym temacie wszystko.

I nie myl edukacji seksualnej z rozwiązłością

 

 

 

 

Kto ma prawo określić Twoja pozycję w świecie?

Niedawno miałam okazję obejrzeć świetny film „Normalnie wariat” o szkockim psychiatrze Ronaldzie Laying’u, który osoby z zaburzeniami psychicznymi traktował jak ludzi, potrzebujących towarzyszenia w ich chorobie. Miał zasadę nie stosowania leków, o ile pacjent nie zagrażał życiu swojemu i innych. Mieszkał z nimi i oferował im wsparcie, a pacjenci wspierali także siebie nawzajem. Przeciwstawiał się nie sprawdzonej wówczas i niepotwierdzonej metodzie wstrząsów elektrycznych. Miał odwagę pójść pod prąd. Dialog, który szczególnie zapadł mi w pamięć toczył się pomiędzy psychiatrą o klasycznym podejściu, a Laying’iem:

Psychiatra: „Bez szprycowania pacjenci nie zaznaliby chwili spokoju”

Laying: „Zastanawiam się o czyj spokój chodzi… ich czy pański?”

Normalnie-Wariat-2017

Wspominam o tym, bo w dzisiejszym świecie nie ma dzieci zdrowych i normalnych – jakąkolwiek, ktokolwiek ma definicję normy. Dzieci mają zaburzenia ze spektrum autyzmu, są niezintegrowane sensorycznie, nadwrażliwe na dźwięki itd. Zatem albo masz dziecko zaburzone albo jeszcze niezdiagnozowane. Rozhulaliśmy się w ocenach dzieci jak na dobrze zakrapianej alkoholem imprezie. Ku szkodzie dzieci, które od najmłodszych lat słyszą, że są „jakieś” i wymagają naprawy, oraz ku szkodzie rodziców którzy szprycowani są niedelikatnymi informacjami o pseudo diagnozach ich dzieci. Nie wiem czy wiecie, ale wydanie diagnozy to bardzo skomplikowany proces, wymagający zebrania wywiadu i uzyskania wielu informacji, które wykraczają poza pobieżną obserwację zachowania dziecka. Podam Wam kuriozalny przykład. Dziecko z natury odważne, otwarte wchodzi w wiek wstydu. Na pytania lekarza nie odpowiada. Chowa się i szepcze matce do ucha „mamo wstydzę się”. Na odchodne matka dostaje pytanie od lekarza „czy on był diagnozowany pod kątem zespołu Aspergera”? Gdybym wiele lat temu została poddana takiej diagnozie, zapewne dostałabym etykietę człowieka z takimi zaburzeniami. Jestem o tym przekonana. Dramat jest wtedy, kiedy rodzic ufa „autorytetom” bezrefleksyjnie i biega na te terapie. A tymczasem np. integracja sensoryczna jak podaje Tomasz Garstka w swojej książce „Psychopedagogiczne mity. Jak zachować naukowy sceptycyzm w edukacji i wychowaniu” jest metodą niepotwierdzoną żadnymi rzetelnymi badaniami. Osobiście miałam okazję zetknąć się i zbadać skuteczność podobnej metody Gimnastyki Mózgu autorstwa Paula Dennisona, która swego czasu, mimo braku rzetelnych badań powszechnie była stosowana w szkołach i gabinetach terapeutycznych.

Podejrzane są wszystkie dzieci, które „wystają” poza linię określoną przez pedagoga, lekarza, na którego trafią. Czasem ta linia jest luźno napięta, a czasem naprężona. W tym całym kołowrotku zapomnieliśmy o jednym. Dzieci są różne… W szale diagnostycznym zapomnieliśmy o tym, że psychologia oprócz diagnoz prezentuje również wiedzę na temat osobowości, temperamentu, wpływu środowiska, wpływu grupy na zachowanie dzieci. Jedno dziecko potrzebuje dużej stymulacji, inne mniej. Jedno świetnie się koncentruje, inne będzie się świetnie koncentrować za rok.   Nawet jeśli takie rzeczy kogoś nie interesują (choć pracując z dziećmi powinny, tak jak przedstawiciela handlowego techniki sprzedaży), wystarczy poprzez analogię spojrzeć na dorosłych. Czy w twojej pracy masz choleryka? A czy jest ktoś kto jest człowiekiem – cieniem? A przywódca? A osoba niezwykle subtelna? Ktoś kto jest bałaganiarzem? Ktoś perfekcyjny? To teraz zadaj sobie pytanie dlaczego w grupie przedszkolnej, szkolnej, szczególnie trudnej bo będącej w ciągłym procesie rozwoju wszystkie dzieci na komunikat „siadamy” mają siedzieć bez ruchu? Bo Ty tak chcesz? To znaczy, że Ty masz problem, bo Twoje oczekiwania nie zostały zrealizowane. To Ty musisz znaleźć sposób czasem we współpracy z rodzicami, aby je zrealizować jeśli Ci na tym zależy. Przerzucanie odpowiedzialności na dzieci i szukanie w nich zaburzeń jest słabością. Wszystkie maluchy „odstające” są uznane za wymagające zmiany.

A teraz druga część moich spostrzeżeń.

Dzień po obejrzeniu wspomnianego filmu, miałam okazję zobaczyć wystawę przygotowaną dla dzieci przez Zachętę: „Wszystko widzę jako sztukę”. Prezentowane były takie prace jak performance obierania ziemniaków w galerii, mający zwrócić uwagę na sytuację kobiet, obklejanie wszystkiego niebieską taśmą, malowanie kolejnych liczb na coraz jaśniejszym płótnie i in. Zastanawiałam się, czym te prace różnią się od przypadku chłopca ze schizofrenią, który zamknięty w pomieszczeniu wypisywał na ścianie liczby, zaprezentowanego w filmie o Laying’u. Miał pecha zostać zdiagnozowanym jako schizofrenik, a nie artysta? Kto zadecydował, że obklejanie niebieską taśmą jest sztuką, a nie zaburzeniem? Dlaczego kobiety, która swego czasu zrobiła performance, malowania krwią menstruacyjną nie zgarnęła policja jako osoby niezrównoważonej i dodatkowo łamiącej normy społeczne? Kto o tym decyduje? Przypadek? Zrządzenie losu? Dlaczego dzieci z autyzmem w powszechnej świadomości to dzieci nienormalne, wymagające naprawy, a nie dzieci które inaczej postrzegają świat? Tak bardzo chcemy wszystko spłycić, dostosować, spłaszczyć, że zatracamy wartość w różnorodności. Nawet psychologowie, którzy są narzędziami w stawianiu diagnoz, uznawani są za nienormalnych.

Bądźmy zatem czujni zanim weźmiemy czyjąś prawdę za swoją, bo nasze dzieci w tym zawirowaniu są całkowicie bezbronne.

 

PS. celem tego tekstu nie jest kwestionowanie stawiania diagnoz dzieci, a kwestionowanie szału diagnostycznego w obecnych czasach, w których każde odstępstwo, często będące właściwe dla wieku rozwojowego jest objawem zaburzenia.

 

Nie zostawiaj mnie

Współczesny świat to świat rozstań i rozwodów. Kiedyś tak nie było – mówi wcześniejsze pokolenie. Trwało się przy drugiej osobie, bo przed Bogiem przysięgało się, że się z nią będzie do ostatnich chwil. A poza tym, co ludzie powiedzą? Czasem ponosząc zbyt wysoką cenę. Które rozwiązanie jest lepsze? Odejść kiedy coś wygasa? Iść za nowym, czy trwać mimo wszystko? Moim zdaniem żadne. Bo kluczem jest zupełnie inna sprawa.

pexels-photo-207962

Długo oporna byłam na pogląd, że miłości nie da się określić. Przecież od zawsze wszystko musi mieć swoją definicję i zostać ocenione.

„Kocham go bo jest dla mnie dobry, bo daje mi poczucie bezpieczeństwa, bo przy nim czuję się atrakcyjna. Dzielimy wspólne pasje”.

„Kocham ją, bo mnie docenia, bo czuję się przy niej męski, bo o mnie dba i dobrze gotuje”.

Pomijając fakt wzajemnej dbałości o świeżość w związku, który trwa już dobrych kilka lat, mając powody do miłości traktujesz swojego partnera instrumentalnie. Jest Twoim narzędziem do czucia się „jakoś”. Obarczasz go odpowiedzialnością, za swoje życie, traktując go jak holownik w drodze po poczucie wartości, po poczucie bezpieczeństwa, po potrzebę bycia zaopiekowanym i czule traktowanym. Po uzyskanie tego, czego zabrakło Ci kiedy byłeś dzieckiem. Po wypełnienie twoich deficytów. A tymczasem ośrodkiem Twojej tożsamości, świadomości siebie i dookreślenia powinieneś być Ty sam. To Ty musisz zakasać rękawy i zrobić tę robotę. Bo nikt nie ma obowiązku ciągnąć Cię przez całe życie za sobą. Obarczanie drugiej osoby odpowiedzialnością za swoje niepowodzenie w odnalezieniu siebie nie jest miłością, jest czystym egoizmem i zrzuceniem ogromnego ciężaru na partnera. Nie każdy jest gotów to udźwignąć. Nie pozwól sobie na dźwiganie takiego ciężaru.

Zazwyczaj rozstania odbywają się w kryzysie. Gdy czujesz się tak, że czegoś Ci brakuje. Coś Ci się ulewa. Zastanów się, czy nie chcesz od tej drugiej osoby zbyt wiele. Czy dla niej to nie jest akceptowalny układ – i słusznie. Jeśli czegoś Ci brakuje, to dlaczego? I kto powinien wziąć za to odpowiedzialność. Czy postawiłeś swoje granice? Czy jesteś czytelny i zrozumiały dla partnera?

I dlatego zanim podejmiesz decyzję, ze już nic Cię z nim/nią nie łączy, zastanów się jak się czujesz sam ze sobą. Nigdy nie poczujesz się dobrze z innym człowiekiem, jeśli nie czujesz się dobrze ze sobą. Podejmij decyzję o rozstaniu, nie w kryzysie, ale wtedy gdy jesteś w dobrej formie, kiedy kochasz i szanujesz siebie. Dopiero wtedy jest miejsce na miłość do drugiego człowieka, bezwarunkową, przyjacielską i szczerą.

Jak było w szkole? Jak w szkole…

…rzekło dziecko do rodzica 🙂 Większość z nas chciałaby wiedzieć co robią nasze dzieci gdy ich nie ma z nami. Z rożnych powodów. Po to, by upewnić się że były bezpieczne, by dowiedzieć się jakie są ich osiągnięcia, kto jest ich przyjacielem, jaką rolę pełnią w  grupie itd, itd. W związku z tym, pierwsze co robimy, gdy nasza latorośl wychodzi z sali w której przebywa przez sporą część dnia pytamy „jak dzisiaj było?” Trochę żeby zagaić, a trochę, żeby posłuchać o tym jakie przeżycia dziecko wynosi z przedszkola, szkoły. Bardziej cierpliwi rodzice pytają, gdy…wrócą do domu 😀 Myśleliście, że tylko Wy to robicie? Nie 😛

Z czym się spotykamy ze strony maluchów? Ze ścianą 🙂 Zazwyczaj słyszymy wtedy „było fajnie”, „nie pamiętam”, „wszystko w porządku”. Dostajemy bana od dzieciaków, brutalnie zabierają nam kody dostępu do ich główek pełnych wrażeń. W czym tkwi problem? Co robimy niewłaściwie?

pexels-photo-235554

Otóż błąd tkwi w formie. Nikt z nas nie lubi gdy zarzucani jesteśmy masą napastliwych pytań. Dzieci też nie. A stawiając je w ogniu takich pytań sadzamy je na metaforycznym krześle po drugiej stronie stołu z lampą skierowaną prosto w ich oczy. Nic przyjemnego. Co zrobić żeby jednak czegoś się od nich dowiedzieć?

Sposób wymaga od nas czasu i zaangażowania. Ale jest tani i humanitarny 😉
Wystarczy zacząć opowiadać o tym, co nam przydarzyło się w ciągu dnia. Mówić o tych miłych i niemiłych zdarzeniach. I wiecie co? To działa!!! Języki się rozwiązują, kody dostępu zostają przywrócone, a więzi budują się na zupełnie nowej płaszczyźnie. I można się dowiedzieć o zdarzeniach nawet sprzed roku.

Konkluzja? Nie przesłuchujmy dzieci – rozmawiajmy z nimi 🙂

 

 

Czas przemijania

pexels-photo-355312

Cały świat pędzi. Nie wypada żyć wolniej. Robić mniej. Odpoczywać. Zorganizować sobie życie tak, by mieć czas dla siebie, innych, swoich pasji i rodziny. Patrzę na świat i boję się. Boję się tego czym się karmi. Konfliktami, nieustanną chęcią posiadania, udowadniania swoich racji, przepychanek, żądzą władzy, próżnością. Gdzie w tym wszystkim bezpieczeństwo naszych dzieci i nasze?

Głupio jest nie biec z zajęć na zajęcia. Głupio jest przyznać się, że Twoje dziecko nie jest nigdzie zapisane mimo, że ma 5 lat. Głupio jest po prostu z nim być. To wszystko to głosy w Twojej głowie, bo przecież nikt nie może Ci mówić co masz robić. Ale presja zewnętrzna i wewnętrzny przymus dostosowania się podpowiada, że może robisz źle. Może Twoje dziecko odpadnie przez to w przedbiegach wielkiego wyścigu życia.

Jak już wpadniesz w ten strumień, szybciej, lepiej, więcej, „tak jak inni”, to wszystko staje na głowie. Przede wszystkim dom. I ja tak wpadłam. I ja tak nie chcę. Chcę wolniej, chcę mieć możliwość dać moim dzieciom jeść, chcę mieć dla nich cierpliwość i czas, chcę dać im bezpieczny dom. Chcę ich słuchać, a nie tylko do nich mówić. Chcę by mieli świadomość, że dom to nie mury, a my. Chcę dać im akceptację i wsparcie. Chcę dać szacunek ludziom, którzy tworzą moją rodzinę. Chcę dać im zaufanie. Chcę by dostali ode mnie to wszystko, co najlepszego mogą dostać od drugiego człowieka. Chcę dać im miłość do drugiego człowieka. Nie chcę walczyć, nie chcę siłować się z życiem. Chcę żebyśmy żyli tak, jakby jutro miał się skończyć świat. Chcę być dobrą wersją siebie, a nie udawaną wersją z gazet. Nic więcej nie chcę…

Świecie, obudź się. Daj im bezpieczną przestrzeń. Pozwól im rozsmakować się w byciu z drugim człowiekiem. Nie zabieraj im wiary w dobro.

Dziękuję za to przebudzenie, oby trwało jak najdłużej. Mam nadzieję na siłę do tego by żyć tak jak chcę…